Chiński gigant Xpeng bez kompleksów zaprezentował swojego nowego SUV-a w samym sercu niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Ma geny Ferrari, sztuczną inteligencję zamiast klasycznego komputera i cenę, która zaskakuje. Czy to wystarczy, by zagrozić lokalnym producentom? Wybrałam się na premierę do Monachium, by się o tym przekonać.
Miejsce światowej premiery L03 zostało wybrane nieprzypadkowo. Od blisko roku działa tu europejski dział badawczo rozwojowy Xpenga – założonego ledwo 11 lat wcześniej w chińskim Kantonie technologicznego start-upa specjalizującego się w autach elektrycznych.
Lokalizacja ta miała też wymiar symboliczny. Prezentacja nowego modelu nieomal pod bramą fabryki BMW to odważna manifestacja siły. Równie odważne są zakrojone z rozmachem plany sprzedażowe: Xpeng wprowadza ten model jednocześnie na 65 rynków globalnych, w tym do Polski.

To póki co najważniejszy produkt w krótkiej historii tej marki. W zeszłym roku tylko w Europie znalazła ona całe 60 tys. nabywców. Teraz wyniki mają zacząć robić się jeszcze poważniejsze za sprawą kompaktowego crossovera o wymiarach i cenach wycelowanych wprost w Teslę Model Y.
Dla nowego modelu oznacza to długość 465 cm, rozstaw osi 285 cm i ceny od mniej niż 160 tys. zł – czyli troszkę mniej auta za ok. 15 proc. mniej pieniędzy od już i tak konkurencyjnej oferty na amerykańskiego bestsellera. Będzie to pierwszy w Polsce model z przystępniejszej cenowo linii, która w Chinach nazywana jest Mona. Ale w przypadku Xpenga nie oznacza to zdecydowanie budżetowej marki.
Xpeng L03 ma coś z Tesli i coś z… Ferrari
Tych analogii do Tesli, do której zresztą często przyrównywany jest cały Xpeng, jest w L03 więcej. W kontraście do buńczucznych zapowiedzi podbijania rynku, z wyglądu jest raczej powściągliwy.
Podobnie za to jak w przypadku nowości już co najmniej kilku chińskich marek, za design L03 odpowiadają Europejczycy. A dokładnie – JuanMa López, który w CV ma projekty najdroższych modeli Ferrari ostatnich lat: LaFerrari i SF90 Stradale.
W porównaniu do P7 czy G9, L03 ma w sobie trochę więcej południowej ekspresyjności. Drzwi bez ramek, przykuwające uwagę lusterka czy linia dachu w stylu „czterodrzwiowych coupe” pokazują, że Xpeng się rozwija i poszukuje swojego charakteru.
To DNA aut sportowych ma przełożenie na realne efekty: współczynnik oporu powietrza Cx wynosi tu 0,228. Dodając do tego wcale jeszcze nie tak przerażającą jak na elektryka masę 1855 kg składa się to na obiecującą ekonomikę – no bo akurat w przypadku tej marki o napęd możemy być spokojni.

Napędy L03: jest hybryda szeregowa, ale to nadal elektryk ma więcej sensu
Wzorem Tesli, również Xpeng bardziej niż na designie skupia się na nowoczesnych technologiach zawartych pod spodem. Ale nad amerykańskim pierwowzorem Chińczycy mają jednak jedną istotną przewagę: L03 będzie oferowany bowiem zarówno jako czysty elektryk (BEV), jak i bardzo lansowana przez wiele marek z tego kraju hybryda szeregowa (REEV).
Pierwszy z typów napędu będzie występował w kilku wariantach.
- Xpeng L03 Standard Range: jeden silnik elektryczny o mocy 245 KM, momencie obrotowym 264 Nm, napęd na koła tylne, przyspieszenie do 100 km/h w 7,5 s, akumulator 58,3 kWh, prognozowana cena poniżej 160 tys. zł
- Xpeng L03 Long Range: ten sam napęd, akumulator 71,2 kWh, zasięg sięgający 520 km w cyklu WLTP, prognozowana cena około 175 tys. zł
- Xpeng L03 AWD Performance: dwa silniki elektryczne o systemowej mocy 387 KM, momencie obrotowym 431 Nm, przyspieszenie do 100 km/h w 4,5 s, prognozowana cena do 190 tys. zł

Mało? Zapraszamy do odmiany L03 Power X, która co prawda jest wyposażona w silnik spalinowy, ale rola półtoralitrowego motoru o mocy 95 KM zredukowana jest do generatora prądu na potrzeby akumulatora o pojemności 37,25 kWh. W takiej układance zasięg na samym prądzie wynosi 250 km, natomiast łączny zasięg uzyskany z dwóch źródeł energii przekracza 1000 km i sięga dokładnie 1017 km. Czyli taki elektryk, którym w wakacje przejedziesz na raz do Chorwacji. Jego cena w Polsce wedle kuluarowych rozmów z Monachium ma wynieść mniej niż 180 tys. zł – dalej bardzo konkurencyjnie.
Ale nie skreślajcie wersji elektrycznej już teraz. W tym pułapie cenowym oferuje ona rewelacyjny wykres krzywej ładowania, która w pikach sięga 236 kW, a przez dużą część od 10 do 80 proc. utrzymuje się w zakresie 193 kW – dzięki czemu uzupełnienie energii w tym zakresie zajmuje tylko 20 minut na stacji DC.
Do tego elastyczny napęd elektryczny daje temu nadal średniej wielkości autu rodzinnemu ciągnąć przyczepy o masie 1500 kg. Jako auto tej wielkości bazowy Xpeng zapowiada się naprawdę wszechstronnie – więcej o praktycznych aspektach opowiemy po testach na polskich drogach
Witaj w smartfonie na kołach: moc obliczeniowa statku kosmicznego i Mapy Google bez klonowania ekranu smartfona
Ale technologia w autach Xpenga robi wrażenie nie tylko na ekranie ładowarki. L03 to kolejny jej wytwór, który sprawisz, że w swoim obecnym samochodzie poczujecie się jak w zabytku.
Wchodzicie do środka i w oczy rzuca się od razu centralny ekran dotykowy o przekątnej 15,6 cala, jeszcze tylko potęgowany przez minimalizm reszty kabiny. O ile dziś wielu polskich kierowców cieszy się na powrót fizycznych przycisków w nowych odsłonach europejskich aut, Chińczycy konsekwentnie uznają je za relikt przeszłości. Bardziej jest to więc chyba kwestia gustu.
W Xpengu zaakceptowanie tej drogi przychodzi mi o tyle łatwiej, że cały cyfrowy ekosystem jest w autach tej marki bardzo ważny i działa naprawdę dobrze. W L03 działa w oparciu o autorskich system operacyjny XOS 6. Za możliwości obliczeniowe odpowiadają trzy własne procesory Xpenga: Turing AI. Oferują łączną moc obliczeniową na poziomie 2250 TOPS.
Taki potencjał pozwoliłby na obsługę skomplikowanych operacji kosmicznych, a tutaj służy płynnemu przełączaniu piosenek oraz asystentowi jazdy NGP VLA 2.0. System ma uczyć się zachowań kierowcy i stopniowo wchodzić na europejskie drogi od 2027 r. Sami jesteśmy ciekawi, co będzie w stanie z nich wycisnąć.
Polscy kierowcy póki co bardziej docenią jednak bardziej przyziemny fakt. L03 jest pierwszym modelem Xpenga (i w ogóle jednym z pierwszych na świecie, po Rivianie), który natywnie wykorzystuje Mapy Google jako domyślną nawigację auta. W ten sposób będzie można tutaj korzystać z rozwiązania, które i tak wybiera tak wielu kierowców, bez użerania się z podłączaniem swojego telefonu. Co więcej Xpeng będzie mógł wzbogacać produkt Google’a o własne funkcje. Brzmi jak progres, na który czekamy.
Choć to może wydawać się zaskakujące patrząc na Chińczyków, L03 zna też życie poza ekranami. Przedstawiciele Xpenga podczas premiery w Monachium dumnie wyliczali, że wnętrze ich nowego modelu skrywa aż 37 niezależnych schowków.
Początkowo brałam to za kolejne reklamowe hasełko, ale jak tak rozejrzałam się po kabinie, to odkryłam trochę dobrych patentów. Spodobała mi się zwłaszcza szuflada o pojemności 10 litrów pod siedziskiem tylnej kanapy. W elektryku ma ona o tyle sensu, że można w niej schować kable do ładowania, zwykle zajmujące cenne miejsce w bagażniku. Rzecz dyskretna i praktyczna.
Takie praktyczne detale mają też taki efekt, że trochę ocieplają tę chłodną, cyfrową przestrzeń. Bazując na tym, co zobaczyłam w Monachium, oraz na naszych redakcyjnych doświadczeniach z jazdy Xpengami, oceniam, że komfort jazdy L03 będzie dobry.
Wyposażenie zapowiada się bogato, zobaczcie sami: przednie fotele mają podgrzewanie, wentylację oraz 14-punktowy system masażu pneumatycznego, który ratuje kręgosłup w miejskich korkach. Nad głowami rozpościera się gigantyczne okno dachowe o powierzchni 1,31 m². Efektownie rozświetla wnętrze (choć w upalne dni brak fizycznej rolety może zmienić kabinę w szklarnię – klimatyzacja będzie miała co robić, a praca klimatyzacji w elektryku oznacza zużycie energii…).
Całość uzupełnia ambientowe oświetlenie oraz inteligentny system dbający o czystość powietrza. Miejsca na nogi w drugim rzędzie jest więcej niż klasowa średnia. Bagażnik ma (wliczając w to dodatkową przestrzeń pod podłogą, którą można wyjąć) 539 litrów, a do tego dochodzi dodatkowe 102 l (zredukowane do 44 l w przypadku wariantu AWD) frunka z przodu. I pod tym względem analogie do Tesli nasuwają się same, ale jeśli już brać sobie kogoś na celownik, to oczywiście, że najlepszych.















