Okres jesienno-zimowy jest wyjątkowo uciążliwy dla kierowców. Często pogorszona widoczność i przyczepność to tylko niektóre z problemów, z którymi musimy się mierzyć. Co zrobić, by kierowca miał łatwiej i przyjemniej? Odpowiednio przygotować samochód, ot co! Z tego poradnika się dowiesz co sprawdzić i co nasmarować, żeby zadbać o swój komfort i bezpieczeństwo na drodze o tej porze roku.
Nadszedł nasz „ulubiony” okres w roku. Budzimy się: jest ciemno. Jemy śniadanie: jest ciemno. Jedziemy do pracy: zwykle jest ciemno lub zaraz będzie. Trochę lepiej jest przy powrotach do domu, ale za długo to się tym nie nacieszymy. Nie ma to tamto – trzeba się zająć tematem przygotowań. Trochę siebie samego (łykaj witaminę D, serio!), a trochę auta.
Spis treści:
1. Sprawdź światła
Nie ma znaczenia, czy masz reflektory halogenowe, ksenonowe czy diodowe. Trzeba ocenić, czy są sprawne, czy nie wymagają naprawy czy wymiany żarówek (żarników w przypadku ksenonów). Przy fabrycznych reflektorach diodowych, jeśli wszystko działa, zrobisz niewiele, ale w przypadku halogenów, ksenonów i retrofitów LED jest jeszcze dodatkowa opcja: jeśli wszystko śmiga, ale nie jesteś zadowolony z jakości oświetlenia, to zwykle da się ją nieco poprawić. Lepsze żarówki/żarniki/diody, a może polerowanie reflektorów? Opcje są różne, w różnym budżecie.
Wypada tu wspomnieć, że w przypadku najczęściej spotykanych żarówek H4, H7 czy H1, na możliwość legalnej przekładki na LED trzeba jeszcze trochę poczekać – zgodnie z oficjalnym harmonogramem Ministerstwa Infrastruktury, mówimy o 2027 r. w przypadku świateł drogowych i o 2028 r. w przypadku świateł mijania, oczywiście o ile ten harmonogram zostanie dotrzymany. I tak, tak, wiem, H4 to żarówka dwuwłóknowa – obsługuje oba typy świateł. Jeśli masz w swoim aucie H4, poczekaj przynajmniej do 2028 r.

Oczywiście jednocześnie wypadałoby sprawdzić tylne oświetlenie. Przepalone żarówki lub uszkodzone LED-y w tylnych lampach to plaga.
2. Zostajemy przy elektryce. Akumulator też sprawdź
Choć pracownicy warsztatów i sklepów z akumulatorami dość często twierdzą, iż wyzionięcie ducha baterii nie jest wcale takie rzadkie wiosną czy latem, kierowcom często kojarzy się z tym szczególnie nadchodząca zima. I nic dziwnego – pojemność akumulatora spada przy niskich temperaturach, a opory stawiane przez silnik są większe. Szczególnie przy nagłym załamaniu pogody można się więc zdziwić, bo przecież wczoraj odpalało, a dzisiaj odpalić nie chce.
Jeśli akumulator jest w miarę świeży, to zwykle nie trzeba się nim szczególnie przejmować, chyba że rzadko jeździsz danym autem, jest to pojazd o dużym poborze prądu lub… jest to hybrydowa Toyota (to zaskakująco często spotykany problem w tych autach). Tak, tak – hybrydy także mają 12-woltowe akumulatory, których sprawność jest niezbędna, by auto udało się uruchomić.

Najlepiej posiadany element sprawdzić specjalnym testerem, który oprócz napięcia potrafi sprawdzić szereg innych parametrów pod obciążeniem. Jest jedna drobna wada takiego testera: profesjonalny sprzęt warsztatowy potrafi kosztować parę tysięcy złotych, więc sugerowałbym raczej wizytę we wspomnianym warsztacie czy sklepie, który takim sprzętem dysponuje.
Jeśli jednak dysponujesz jakąś kwotą, której chciałbyś się pozbyć na coś, czego nawet teściowa nie będzie mogła skrytykować, kup sobie ładowarkę mikroprocesorową – czyli mówiąc po ludzku, prostownik, ale w nowoczesnej formie. Porządna, markowa ładowarka przed naładowaniem akumulatora sprawdzi, czy jest on w ogóle w stanie przyjmować ładunek. Jeśli oceni to poprawnie, to nawet w przypadku zużytego (byle nie skrajnie) akumulatora masz szansę na pomyślny rozruch i dotarcie do serwisu, ale nie przeciągaj jazdy autem w takim stanie w nieskończoność.
Pamiętaj, że istnieją różne typy akumulatorów rozruchowych – im nowsze i lepiej wyposażone auto, tym bardziej prawdopodobne, że nie będzie to najprostsza bateria, a raczej nowocześniejszy sprzęt typu AGM, EFB czy jeszcze inny. Ważna rzecz: kupujesz taki akumulator, jaki przewidział producent auta. Czasem jest możliwość wrzucenia czegoś odrobinę lepszego czy nowocześniejszego – ale nigdy nie wpychamy akumulatora prostszego. Najprawdopodobniej będzie on działać, ale jego żywotność może być mocno ograniczona.
3. Szyba czołowa i pióra wycieraczek – zaniedbasz tanie, to będzie drogo
Choć szyby czołowe są co do zasady bardzo odporne na zużycie, to nawet najlepsza szyba nie wytrzyma wieloletniego pojedynku z brudnymi, zaniedbanymi i zużytymi piórami wycieraczek. Lub z jednym zapodzianym kamykiem. Pół biedy, jeśli się coś porysuje poza polem widzenia kierowcy, ale wiesz jak jest – zwykle ewentualna rysa powstanie dokładnie przed Twoimi oczami.
Nie chcesz tego? Wymieniaj pióra wycieraczek, gdy tylko zauważysz, że zaczynają pracować gorzej. Nie ma tu reguły, jak często trzeba to robić – różne pióra mają różną żywotność. Jeśli jednak, jak całkiem wielu kierowców, wymieniasz pióra raz do roku, to najlepiej to zrobić właśnie przed zimą, bo wtedy najwięcej brudu trafia na szybę. W przypadku aut starszej daty, które często wyprawiają się poza miasto, można rozważyć klasycznej konstrukcji pióra wyposażone w tzw. spoiler, przynajmniej po stronie kierowcy – służy on do tego, by przy wyższych prędkościach ograniczyć ryzyko przeskakiwania pióra po szybie, jest po prostu lepiej dociskane do szyby.
A co do samej szyby – jeśli jest porysowana, to wiele poza wymianą niestety nie zdziałasz. Niektórzy oferują usługę polerowania szyby, ale nie idź w to – to może zmienić optykę szyby i uczynić jazdę niekomfortową.

4. Pamiętaj też o oponach
Nieważne, czy jeździsz na oponach sezonowych czy całorocznych. To jest jedyne, co Cię trzyma na drodze, więc sprawdź ich stan i ciśnienie, z jakim są napompowane. Należałoby to oczywiście robić regularnie, ale wiem jak jest – a przygotowania auta do tego trudnego okresu to dobry moment, by i o tej kwestii sobie przypomnieć. Warto mieć na uwadze, że jeśli w kole jest za mało powietrza już na oko, to ciśnienie nie jest tam odrobinę za niskie, tylko znacznie za niskie. Nie czekaj z pompowaniem, aż zauważysz taki efekt.
Co do stanu, to oprócz widocznych uszkodzeń (od pęknięć ścianek aż po mocne uszkodzenia konstrukcji w rodzaju bąbli), wieku (do maksymalnie dziesięciu lat od daty produkcji, choć zwykle zalecane jest siedem) kluczowa jest głębokość bieżnika. Choć przepisy dopuszczają użytkowanie opon o głębokości bieżnika na poziomie 1,6 mm, to w praktyce tak zużyte opony lepiej sprawdziłyby się na torze wyścigowym jako semi-slicki niż w zimie. Jeśli chcesz myśleć o chociaż dostatecznych właściwościach jezdnych w nadchodzącym czasie, bieżnik opon zimowych lub całorocznych powinien mieć co najmniej 4 mm głębokości.
5. Proszę dmuchać
Nie tylko na życzenie policjanta i w innych sytuacjach życiowych… Niezależnie od tego, czy samochód ma klimatyzację czy też nie, sprawny układ wentylacji jest kluczowy dla komfortowej jazdy w obecnej i nadchodzącej aurze – przede wszystkim ze względu na ograniczanie parowania szyb. Oczywiście zwykła wentylacja nie jest tu tak skuteczna jak klima, ale nie chodzi przecież o to, by własnym niedbalstwem dokładać sobie problemów z tym związanych, prawda?
Sprawdź, czy auto nie składa się w 80 procentach z liści, a jeśli tak, to je usuń. Masz filtr kabinowy? Wymień go, zwłaszcza jeśli czytając te słowa zdałeś sobie sprawę, że ostatni raz robiłeś to w 2018 roku. Warto celować w filtry z węglem aktywnym, dla wielu aut są też dostępne filtry z warstwą biobójczą – to rozwiązanie odpowiednie zwłaszcza dla alergików oraz rodzin z dziećmi. Uwaga: filtr kabinowy może występować w samochodach bez klimatyzacji!
Pamiętaj, że całkowita rezygnacja z korzystania z klimatyzacji w okresie niskich temperatur jest błędem. Dla zachowania pełnej sprawności układ powinien być uruchamiany raz na jakiś czas, choćby po to, by się nasmarować. Nie martw się, że coś się zepsuje – jeśli temperatura będzie serio zbyt niska, to po prostu kompresor nie zostanie uruchomiony. Poza tym, jak wyżej wspomniałem, klimatyzacja pomaga w odparowaniu szyb. I teraz najlepsze: klima wcale nie musi chłodzić. Układ może jednocześnie ogrzewać wnętrze auta.
Jeśli system od jakiegoś czasu nie działa, to może być dobry moment na jego ogarnięcie – sprawdzenie szczelności, może wymianę sprężarki czy parownika. To może być drogie, ale z drugiej strony – nie wymieniasz kompresora co roku. Czasem słyszy się, że komuś od dawna nieczynna klima zaczęła pracować po prostu po uzupełnieniu poziomu czynnika, ale nadmiernie bym na to nie liczył.

6. Posprzątaj. Tak, serio
Temat jest zaskakująco blisko powiązany z poprzednim punktem, ponieważ zaniedbane, brudne wnętrze po prostu lubi się z wilgocią. Wywal niepotrzebne papiery i chusteczki. Odkurz żwir, a najlepiej całe wnętrze, łącznie z bagażnikiem. Zetrzyj kurz. Dokładnie umyj szyby. Zobaczysz, że to robi różnicę.
7. Nasmaruj, to pojedziesz
Zaopatrz się w odpowiednie środki do ochrony i konserwacji zamków i uszczelek. Na wypadek, gdyby nie było to do końca jasne, to dopowiem jeszcze, że po zakupie dobrze by było ich jeszcze użyć. W bardzo dużym stopniu ogranicza to ryzyko braku dostępu do auta, także po umyciu auta przed spadkiem temperatury otoczenia poniżej zera.

8. Nasmaruj, to pojedziesz, ale tym razem chodzi o silnik
Powiem wprost: ten punkt jest dla osób, które NAPRAWDĘ chcą być bardzo w porządku wobec swojego auta, ale trzeba mieć na uwadze, że 99,98 proc. kierowców tego nie robi i też jeżdżą (pytanie „jak długo” pozostaje otwarte).
Mowa o oleju silnikowym, który w okresie jesienno-zimowym ma utrudnione zadanie – nie dość, że nagrzewa się do temperatury roboczej wolniej niż latem, to jeszcze w wielu przypadkach częściej i dłużej jednostka napędowa pracuje niedogrzana. Choćby dlatego, że odśnieżamy sobie auto przy jednocześnie puszczonym nawiewie na szyby lub (i) elektrycznym grzaniu tychże. Sęk w tym, że olej pracujący poniżej swojej temperatury roboczej nie chroni silnika aż tak dobrze – a co więcej, takie warunki sprzyjają temu, by olej rozrzedzany był paliwem.
O ile proste benzynowe silniki wolnossące z pośrednim wtryskiem paliwa mają tego rodzaju problemy głęboko w poważaniu, to w przypadku jednostek z wtryskiem bezpośrednim jest to chleb powszedni. Mówiąc konkretniej: 30 tys. km między wymianami oleju jest dla takich silników wyraźnym sygnałem, że ich nie lubimy – chyba że pojazd użytkowany jest niemal wyłącznie w trasach, wtedy czasem da się to wybronić. 15 tys. km? Znacznie lepiej, ale nadal bez szału.
W praktyce okazuje się, że całkiem sporo silników z bezpośrednim wtryskiem paliwa nie jest w stanie wytrzymać nawet 10 tys. km bez znacznego rozrzedzenia oleju paliwem, jeśli są w miarę regularnie używane do jazdy po mieście, jak choćby mój osobisty, fordowski 1.6 EcoBoost – dlatego warto mieć świeży olej akurat na tę część roku. Jeśli chciałbyś sprawdzić, jak u Ciebie wygląda stan oleju pod koniec jego zwykłego resursu, możesz zlecić analizę pobranej próbki. W Polsce takie usługi świadczy kilka firm i kosztuje to zwykle między 100 a 400 zł.
Warto mieć na uwadze, że silnikowi można nieco ulżyć, wybierając odpowiedni olej. Przede wszystkim: 10W40 ani nawet 5W40 nie są rozwiązaniem w przypadku każdego auta i każdego silnika, a każdy kto tak uważa i to rozgłasza, powinien własnymi ustami nadmuchać oponę od Jelcza do pięciu barów. Oczywiście w olejach 10 czy 5W40 nie ma nic złego… o ile producent auta dopuszcza je do użytku. Ale jeśli zaleca np. 5W20 i nic innego, to lejesz 5W20 i po temacie.

W niektórych przypadkach można pokusić się o zmianę klasy lepkości zimowej na niższą – o ile przejście z SAE 5W na 0W w naszym klimacie daje raczej niewiele, to przejście przykładowo z 10W na 5W czasem potrafi zauważalnie ułatwić rozruch auta przy niskich temperaturach. I proszę, nie słuchajcie specjalistów od siedmiu boleści, którzy nazywają oleje 0W wodą po parówkach i zalecają nieschodzenie poniżej 5W – bo jeśli postawimy obok siebie np. 0W30 oraz 5W30, to w temperaturze roboczej ich parametry będą zbliżone. Owszem, da się znaleźć argumenty za 5W przy tego rodzaju porównaniach – ale akurat kwestia wodoparówkowości takim argumentem nie jest. Tak czy owak, jeśli ktoś się tematyką olejów nie interesuje, to najlepiej po prostu trzymać się norm podawanych przez producenta – znajdziesz je w instrukcji obsługi danego samochodu.
9. Samochód przygotowany na jesień i zimę to samochód ze świeżymi płynami eksploatacyjnymi
Okej, nie muszą być zalane miesiąc temu, ale ważne jest, by płyn chłodniczy czy tym bardziej płyn hamulcowy nie były stare i przepracowane. Jest to szczególnie istotne w przypadku tego drugiego, ponieważ jest silnie higroskopijny – a w miarę wchłaniania wilgoci traci swoje właściwości, obniża się jego temperatura wrzenia i zwiększa się ryzyko utraty zdolności hamowania przy mocnym hamowaniu lub serii takowych. Z kolei płyn chłodniczy powinien mieć odpowiednią temperaturę krzepnięcia. Do listy dopisujemy oczywiście płyn do spryskiwacza – z kolejnymi dniami będzie rosło prawdopodobieństwo wystąpienia przymrozków, a płynowi letniemu może to wystarczyć, by zamarznąć. Nie panikuj, ale zaopatrz się już w płyn (lub koncentrat), którego można używać w temperaturach poniżej zera stopni Celsjusza.
Jakoś szczególnie ze względu na jesień i zimę nie trzeba natomiast skupiać się na płynie do układu wspomagania kierownicy (jeśli wspomaganie jest hydrauliczne). Ale ponieważ o jego istnieniu mało kto pamięta i pewnie taki płyn pływa sobie w zbiorniku od chwili zjechania auta z taśmy produkcyjnej, to prace serwisowe przy samochodzie mogą być dobrą okazją, by go wymienić.

10. Rude to wredne
Rdza potrafi wykluczyć z eksploatacji nawet te samochody, które pod względem mechanicznym są w stanie perfekcyjnym. Warto zorientować się, czy posiadany (użytkowany) samochód nie posiada miejsc na karoserii i podwoziu (szczególnie mówimy tu o elementach nośnych, jak podłużnice, progi i tak dalej), które wyglądają marnie. Jeśli posiada, to dobrze by było je oczyścić i zabezpieczyć przed korozją.
Niestety, rdza ma to do siebie, że jeśli już się pojawiła, to jej usunięcie jest niesamowicie trudne – można jednak zahamować lub chociaż znacznie spowolnić narastanie problemu, jeśli zrobi się to z głową. Obojętnie, czy będziesz to robić samodzielnie czy komuś zlecisz, rozważ zastosowanie przezroczystej chemii do tego celu – zapsikanie wszystkiego czarną masą trudno traktować jak zaletę, bo nie wiadomo, czy coś się nie rozwija pod spodem.
11. Nie daj się zaskoczyć
Równie ważne jak stan techniczny samochodu jest jego wyposażenie. O ile jesienią przydadzą się głównie gumowe dywaniki zamiast tekstylnych i ewentualnie szmatka czy gąbka z irchy, to na zimę warto mieć też skrobaczkę dobrej jakości, rękawice robocze, szczotkę, a także latarkę i dodatkowy komplet baterii do niej. Odmrażacz w spreju też się może przydać… o ile nie będziesz go trzymać w aucie, bo głupio by było, gdyby był niedostępny z powodu zamrożonych zamków. Przydadzą się też dobre okulary przeciwsłoneczne, opcjonalnie również ładowarka do telefonu (taka wpinana do gniazda zapalniczki) bądź powerbank, a także przewody rozruchowe bądź booster.

Lista jest długa, ale samochód na zimę i jesień przygotujesz stosunkowo szybko. Często też tanio lub wręcz za darmo
Oczywiście tym szybciej i taniej, im bardziej dbasz o niego na co dzień. To nie musi być wychuchane cacko – ale byłoby wspaniale, gdyby stan blacharsko-techniczny był taki, byś mógł po obudzeniu Cię w środku nocy śmiało powiedzieć gdzie są kluczyki od czołgu, że dowolny diagnosta może zabrać Twój wóz na dowolną stację kontroli pojazdów i mieć pewność, że wynik badania będzie pozytywny.




