opony całoroczne

Wspaniały wynalazek, który nie każdemu się przyda. To właśnie opony całoroczne

Motoryzacja rozwija się bardzo szybko nie tylko w zakresie systemów bezpieczeństwa czy układów multimedialnych. Zupełnie inną jakość niż jeszcze dziesięć czy piętnaście lat temu prezentują też opony, w tym opony całoroczne. Tutaj dowiesz się wszystkiego, co trzeba na ich temat.

Z pewnością niejednokrotnie słyszałeś określenie, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. W wielu przypadkach jest w tym sporo prawdy, zresztą ta uwaga dotyczyła też opon wielosezonowych. To i owo się jednak na przestrzeni ostatnich lat pozmieniało, więc pora to i owo powyjaśniać.

Zacznijmy od powodu, dla którego w ogóle się kupuje opony całoroczne

Podstawowa zaleta ogumienia wielosezonowego jest taka, że radykalnie zmniejsza się ryzyko zaskoczenia nas przez warunki panujące na drodze. Może Cię powitać śnieg w maju lub słońce i 28 stopni Celsjusza w styczniu, a i tak będziesz to mieć w kolektorze, jeśli Twój samochód ma tego rodzaju opony. Wystarczy, że będą w dobrym stanie technicznym, z wystarczająco głębokim bieżnikiem, z odpowiednim ciśnieniem i nie za stare – za termin graniczny użytkowania opon uznaje się często dziesięć lat od daty produkcji, choć zwykle zalecana jest wymiana najdalej po siedmiu latach faktycznego użytkowania. Te wartości mogą się jednak zmieniać – przykładowo Michelin zaleca kontrolę po pięciu latach użytkowania i profilaktyczną wymianę po maksymalnie dziesięciu latach od daty produkcji. Później parametry gumy mogą za bardzo odbiegać od wartości oczekiwanych.

Ciekawostka: większość fabrycznie nowych samochodów wyjeżdża z fabryk na oponach letnich. W nielicznych przypadkach mamy do czynienia z oponami całorocznymi – tak było w Fiacie Panda Cross.

Po czym poznać, że dane opony są całoroczne?

Wbrew pozorom nie wystarczy tu symbol M+S (Mud+Snow, błoto i śnieg) na bokach opon. W naszym klimacie kluczowe jest, by widoczne były znaczki 3PMSF, czyli symbol trzech górskich szczytów i płatka śniegu. To oznaczenie informuje nas, że dany model ogumienia spełnia określone wymagania dotyczące trakcji na śniegu. Szczególnie trzeba na to uważać w samochodach sprowadzanych ze Stanów Zjednoczonych, gdzie ogromna liczba modeli ogumienia jest ogumieniem określanym zdradliwym mianem „all-season” (i ma tylko symbole M+S), a prawdziwe „all-weather” (poszukiwane przez nas całoroczne) z 3PMSF spotykane są rzadziej.

U.S. Army USAG-RP by Linda Lambiotte, Public domain, via Wikimedia Commons

Wydawałoby się, że opony całoroczne wszystkim wystarczą

Tak różowo jednak nie jest. Choć, jak wspomniałem, postęp technologiczny jest tu nad wyraz szybki, to nie oznacza to, że ogumienie tego typu będzie latem lepsze od opon letnich, a zimą lepsze od opon zimowych. Nie będzie. Powinno jednak zapewnić wystarczający margines bezpieczeństwa w większości sytuacji drogowych, szczególnie gdy mowa o podróżowaniu ze stosunkowo niewysokimi prędkościami i nie zero-jedynkowo.

W dużym uproszczeniu można przyjąć, że opona całoroczna w danych warunkach radzi sobie jak opona sezonowa niższego segmentu – czyli po prostu tańsza. Mówiąc inaczej: jeśli kupujesz opony całoroczne klasy premium, to zależnie od badanego parametru, zwykle będzie sobie ona radziła jak opona sezonowa klasy średniej lub należąca do segmentu ekonomicznego, choć zdarzają się też parametry, gdzie to wielosezonówka poradzi sobie lepiej. Ogólnie: wielu kierowcom to wystarczy, ale… nie wszystkim.

To niekoniecznie dobry wybór dla mocnych samochodów

Dla dynamicznie jeżdżących kierowców też nie. Granice przyczepności i trakcji nie są w przypadku wielosezonówek przesunięte tak daleko, więc ryzykujemy częstszym buksowaniem kół przy ruszaniu czy na przykład zwiększonym poziomem podsterowności przy pokonywaniu zakrętów. Albo nadsterowności, zależnie od samochodu i warunków czy sytuacji drogowej.

Tutaj to bym raczej nie montował całorocznych.

W tym miejscu zapewne niektórzy Czytelnicy zastanawiają się, jak to się odnosi do faktu, że generalnie zimy z roku na rok stają się w wielu regionach Polski łagodniejsze. Skoro śniegu i lodu jest mniej, to może warto jednak postawić na opony, których można używać przez cały rok?

Byłby to pomysł znakomity, gdyby nie jeden szkopuł: zarówno sama mieszanka użyta do produkcji takich opon, jak i rzeźba bieżnika z potrzebnymi na śniegu lamelami sprawiają, że przy „zdecydowanie dodatnich” temperaturach trudno tu mówić o nad wyraz precyzyjnym prowadzeniu czy krótkich drogach hamowania. Jak wspomniałem wyżej: takie ogumienie jest dla wielu osób wystarczające, ale to nie będzie „topka” pod względem oferowanych parametrów.

Niektórzy zastanawiają się nad rezygnacją z opon zimowych

Przeczytajcie to jeszcze raz: z opon zimowych, a nie ogólnie z opon sezonowych. Innymi słowy, chodzi tu o wymianę opon zimowych na opony całoroczne, ale zarazem o pozostawienie w spokoju opon letnich. Jest to potencjalna odpowiedź właśnie na przytoczone wyżej zmiany średnich temperatur i generalnie polepszające się warunki drogowe w zimie na przestrzeni lat. Może to być ciekawe rozwiązanie dla tych kierowców, którzy rzadko podróżują w wyjątkowo wymagające pod względem warunków drogowych miejsca. Jeśli jednak nie wyobrażasz sobie np. okresu świąteczno-noworocznego na stoku, na który oczywiście przydałoby się jakoś dojechać, to ogumienie całoroczne może być rozwiązaniem chybionym – tak samo jak chybionym zakupem mogą być opony niskiej klasy czy też używane, o zbyt małej wysokości bieżnika.

Warto pamiętać, że wiele osób użytkuje opony całoroczne lub rozważa ich zakup ze względów ekonomicznych. Wyżej przytoczony przypadek z ekonomią nie ma za wiele wspólnego – to wyłącznie opcja (opcja, a nie polecane każdemu rozwiązanie!) dla świadomych swoich potrzeb i umiejętności kierowców.

No właśnie – bieżnik. Ile powinna go mieć opona całoroczna?

Przepisy dopuszczają do legalnego poruszania się samochodów, które mają ogumienie z bieżnikiem o głębokości co najmniej 1,6 mm. Jest tu jednak pewien kłopot: 1,6 mm to dokładnie tyle, ile mierzy moja chęć do trzymania w domu wkurzonego niedźwiedzia brunatnego – a więc raczej niewiele. Przyjmuje się, że w przypadku opon letnich wymiana na nowe (lub chociaż w lepszym stanie) powinna nastąpić, gdy bieżnika będzie mniej niż ok. 3 mm, a w przypadku zimówek – ok. 4 mm. Jak można z tego łatwo wywnioskować, opon całorocznych dotyczą obie te wskazówki – wymień je, jeśli w zimie głębokość bieżnika spadnie poniżej 4 mm, lub jeśli w lecie do dyspozycji będzie mniej niż 3 mm. Albo po prostu wtedy, gdy poczujesz, że opony „nie kleją” tak, jak powinny, co zwykle następuje wcześniej, zwłaszcza w warunkach zimowych.

opony całoroczne

A co z ciśnieniem?

Nic. To znaczy… po prostu ma być takie, jak w każdej innej oponie. A to oznacza, że musisz sobie to sprawdzić albo w instrukcji obsługi samochodu, albo na naklejce, którą zwykle producenci umieszczają albo we wnęce drzwi kierowcy, albo na klapce wlewu paliwa.

Tu warto zaznaczyć, że jeśli już ktoś te opony całoroczne ma, to co do zasady jeździ na nich przez cały rok. W przypadku kierowców, ujmijmy to, zapominalskich, może to oznaczać, że nie będą mieć żadnego pretekstu do sprawdzania ciśnienia w kołach, chyba że któraś z opon przypominałaby roztopione na słońcu lody o barwie zastygniętej lawy. Nie można do tego dopuścić – przede wszystkim ze względu na to, że nieprawidłowe ciśnienie w oponach w sposób drastyczny pogarsza prowadzenie się auta. A poza tym skutkuje szybszym zużyciem opon. Wypada dodać, że ciśnienie sprawdzamy i regulujemy na zimnych oponach – czyli przed rozpoczęciem jazdy. Jeśli ktoś musi w tym celu podjechać na pobliską stację paliw, to niech jedzie spokojnie, by nie zacząć mimowolnie rozgrzewać opon bardziej, niż byśmy chcieli.

Kierowcy zapominają też o wyważaniu

Naklejanie bądź nabijanie ciężarków na felgę sprawia, że niwelowane są drgania powodowane przez nierównomierny rozkład masy koła. I teraz uwaga: jeśli mówimy o zwykłych autach do jeżdżenia po zwykłych drogach, to każda felga i każda opona mają jakieś niedoskonałości, przez co masa nie jest w nich rozłożona idealnie równomiernie. Dlatego nawet w fabrycznie nowych autach stosuje się ciężarki do wyważania kół.

Problem w tym, że podczas codziennej eksploatacji ciężarek może odpaść, a sama opona stopniowo się zużywa, niekoniecznie w sposób idealnie równomierny. Może więc dojść do sytuacji, w której wcześniej prawidłowo wyważone koło zacznie generować drgania, szczególnie odczuwalne przy wyższych prędkościach. Warto zatem, nawet jeśli nie zmieniamy opon, co jakiś czas skontrolować wyważenie kół – choćby raz na dwa lata, a w przypadku pojawienia się niepokojących objawów oczywiście wcześniej.

Osobną kwestią są uszkodzenia felg, na przykład po wjechaniu w dziurę. Wyważanie nie wyprostuje skrzywionej obręczy, więc jeśli koło ma bicie wynikające z odkształcenia, samo dokładanie ciężarków nie rozwiąże problemu. W takim przypadku konieczna może być naprawa lub wymiana felgi. A przy okazji zwróć uwagę, żeby wulkanizator nie okazał się jakimś barbarzyńcą, który bez zastanowienia nabija ciężarki na ozdobny rant felgi z lekkich stopów, gdy konstrukcja obręczy pozwala na zastosowanie ciężarków klejonych.

Jak tu w ogóle wypada aspekt ekonomiczny?

To zależy od kilku czynników: od trwałości samych opon, od ich cen, a także od pokonywanych rocznie odległości i samego stylu jazdy. Opony całoroczne to pod względem finansowym rozwiązanie szczególnie ciekawe dla osób, które jeżdżą stosunkowo niedużo – mówię szczególnie o przypadkach, w których użytkowane ogumienie sezonowe nie zdąży się zużyć, bo prędzej się zestarzeje.

Jednak i u kierowców, którzy jeżdżą sporo, opony całoroczne nie są na straconej pozycji. Bo choć ich koszt jest porównywalny z kosztem opon sezonowych, to odpada nam kwestia płacenia co sezon za wymianę opon bądź kół i przechowywania tychże. Oczywiście sporo jest osób, które ogarniają sobie przechowywanie i przekładkę kół z oponami sezonowymi samodzielnie, co oznacza całkiem spore oszczędności – ale dla każdego coś dobrego. Sam mam takie manewry na koncie i wiem, że nie chce mi się tego więcej robić samemu – mam lepsze rzeczy do roboty.

Mówiąc krócej: nawet jeśli w danym czasie zużyjesz dwa komplety opon całorocznych, a normalnie zużyłbyś dwa komplety sezonowych, to kosztowo jest szansa, by wyjść na tym na plus. Ewentualny zysk będzie zapewne stosunkowo niewielki na tle pozostałych kosztów użytkowania auta, ale lepszy rydz niż nic. Pytanie, czy to wystarczająco atrakcyjna zachęta – ale na to każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

Jakie opony całoroczne kupić?

Naczelna zasada brzmi: nie korzystaj z opinii w sieci, chyba że widać od razu, że ktoś zjadł zęby na temacie opon i opisał dany model szeroko i rzetelnie, bez słodzenia. To zdarza się jednak rzadko, a nie pomagają w tym same sklepy oponiarskie, które pozwalają oceniać np. przyczepność na lodzie (opon niekolcowanych, powodzenia) czy… wygląd bieżnika. Przyznaję, sam zwracam uwagę na wygląd bieżnika, ale dopuszczenie do tego, by miał on wpływ na sumaryczną ocenę opony, to potężne nieporozumienie.

Kontynuując: internauci w większości przypadków nie są w stanie rzetelnie ocenić opon. Nie znają się na temacie. Nie jeżdżą swoimi autami tak, by móc te opony prawidłowo ocenić. Nie mają porównania z innymi. To nie są przytyki do tych osób – po prostu taki jest stan faktyczny. A osoba czytająca takie komentarze powinna brać na to poprawkę.

Jeszcze bardziej kontrowersyjne jest korzystanie z porad wulkanizatorów. Niewielu wulkanizatorów jest fascynatami, którzy po pracy z oponami dla relaksu czytają sobie o oponach i przeglądają testy opon, jednocześnie zagryzając pączki-oponki. W wielu przypadkach są oni bardzo cennym źródłem informacji pod kątem jakości wykonania opon, ich trwałości czy częstości występowania wad fabrycznych, ale sytuacje, gdy będą w stanie doradzić coś pod kątem osiągów na suchej czy mokrej nawierzchni lub na śniegu, pod kątem generowanego hałasu czy komfortu, należą do rzadkości. I ponownie: to nie jest przytyk.

fot. fxquadro, Magnific.com

Najpewniejszym źródłem informacji pozostają testy opon. Zdaję sobie sprawę, że mają one całkiem liczną grupę przeciwników, którzy twierdzą, że takie testy są „ustawiane”, ale sądzę, że gdyby tak było, to producenci opon, które zajęły dalsze pozycje w danym teście, pewnie postaraliby się o liczne pozwy o miliardy pesos. Tak się jednak nie dzieje, a w testach przeprowadzanych przez różne podmioty wyniki konkretnych modeli opon są zwykle dość zbliżone do siebie (przy podobnych warunkach i metodologii badania).

Testy opon publikowane są zarówno w prasie drukowanej, jak i w sieci. Szczególnie warto zaglądać na strony, na których publikowane są całe zbiory testów – wystarczy wybrać interesujący nas model opony, a pojawi się lista od kilku do nawet kilkudziesięciu testów, w których te opony wzięły udział. Zwykle wraz z cennymi komentarzami. Szczególnie polecam w tym miejscu portal Tyre Reviews, z którego korzystam od lat i czytuję nawet ze zwykłej ciekawości.

Opony całoroczne – tak czy nie?

Prostej odpowiedzi nie ma. Każdy kierowca jest inny, ma inne potrzeby i oczekiwania. Inne są samochody – mają różne układy napędowe, różne osiągi, różny stan techniczny. Wreszcie różne są warunki drogowe, w których zwykle podróżujemy. Opony wielosezonowe są w stanie dobrze lub wręcz bardzo dobrze radzić sobie na co dzień przy typowych „zadaniach”, które przed nimi stawiamy – ale trzeba być świadomym ich ograniczeń, a w razie gdyby się nie sprawdzały – mieć odwagę powiedzieć sobie „okej, to nie był dobry zakup” i kupić albo lepszy model opon całorocznych, albo porządne opony sezonowe. Te dotychczasowe można sprzedać, więc odzyskasz chociaż część pieniędzy.

Rozważ na spokojnie wszystkie za i przeciw. To bardzo ciekawa opcja… ale nie zawsze akurat dla Ciebie.