Była Izera, będzie POLON? (fot. Izera / ElectroMobility Poland)

Izera idzie do kosza, nadchodzi POLON? Kontrowersyjny pomysł rządu i sojusz z gigantem

Polski samochód elektryczny, dotychczas znany pod marką Izera, czekają rewolucyjne zmiany. Rząd chce całkowicie odciąć się od wizerunku „symbolu niezrealizowanych obietnic”, a nową propozycją na stole jest nazwa… POLON. Choć biznesowo projekt łapie potężny wiatr w żagle dzięki sojuszowi z tajwańskim gigantem Foxconn, to marketingowo nowa nazwa już teraz budzi spore kontrowersje.

Wszystko wskazuje na to, że po latach politycznych zapowiedzi i braku namacalnych efektów, projekt polskiego samochodu elektrycznego wchodzi w decydującą fazę biznesową. Zmiana rządu przyniosła jednak głęboką weryfikację dotychczasowej strategii. Jak wynika z najnowszych doniesień, marka „Izera” – zbyt mocno kojarzona z propagandą sukcesu poprzedników – ma zostać bezpowrotnie porzucona.

Wiceminister rozwoju i technologii, Michał Jaros, w rozmowie z mediami zdradził propozycję, która ma zresetować wizerunek projektu: POLON.

Śmiercionośny pierwiastek czy motoryzacyjna tradycja?

Uzasadnienie nowej nazwy z założenia ma łączyć polską historię z nowoczesną technologią. Nazwa ma być bezpośrednim nawiązaniem do:

  • Marii Skłodowskiej-Curie i odkrytego przez nią pierwiastka (pochodzącego od łacińskiej nazwy Polski – Polonia).
  • Poloneza, czyli kultowego (choć technologicznie mocno przestarzałego) samochodu z okresu PRL.

O ile intencje mogą wydawać się patriotyczne, o tyle eksperci od wizerunku i marketingu już teraz łapią się za głowy. Polon to jeden z najbardziej radioaktywnych i niebezpiecznych pierwiastków na świecie, szeroko znany jako skrajnie silna, niewidoczna dla oka trucizna (użyta m.in. do głośnego otrucia Aleksandra Litwinienki). Budowanie wokół takiego symbolu marki nowoczesnego, bezpiecznego i ekologicznego auta rodzinnego wydaje się z marketingowego punktu widzenia ogromnym ryzykiem.

  • ElectroMobility Poland

    ElectroMobility Poland – to ta spółka stawia na POLON zamiast Izery

Foxconn wchodzi do gry. Tusk zapowiada trzy modele

Mimo wizerunkowego zamieszania wokół nazwy, kulisy biznesowe projektu wyglądają bardziej obiecująco niż kiedykolwiek. Kluczowym partnerem przedsięwzięcia staje się Foxconn – tajwański gigant technologiczny, znany na świecie przede wszystkim jako główny podwykonawca smartfonów Apple (iPhone).

Prezes ElectroMobility Poland (EMP), Cyprian Gronkiewicz, potwierdził w Sejmie, że spółka finalizuje umowy joint-venture z Foxconnem. Nowo powstały podmiot (w którym EMP ma zachować pakiet większościowy) czeka obecnie na niezbędne zgody i notyfikację w Komisji Europejskiej.

Azjatycki gigant planuje w Polsce potężne inwestycje. W Jaworznie ma powstać nie tylko fabryka samochodów, ale cały hub elektromobilności, połączony z drugą kluczową fabryką – półprzewodników (chipów).

Konkretyzują się też plany dotyczące samych pojazdów. Jak zapowiedział premier Donald Tusk, ostateczne sfinalizowanie rozmów z Foxconnem planowane jest na jesień, tuż po wakacjach. W Jaworznie mają być produkowane trzy modele elektryczne – najprawdopodobniej średniej wielkości SUV-y.

Czy to ma szansę się udać?

Sojusz z partnerem klasy Foxconnu daje projektowi to, czego brakowało mu przez lata: potężne zaplecze technologiczne, łańcuchy dostaw oraz gigantyczne doświadczenie w masowej produkcji elektroniki.

Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy auto powinno na siłę szukać „narodowej” i patetycznej tożsamości. Współczesny rynek motoryzacyjny pokazuje, że klienci szukają przede wszystkim nowoczesnego designu, bezawaryjności i atrakcyjnej ceny, a nie narodowych symboli na masce. Jeśli rządu nie sparaliżuje chęć budowania kolejnego politycznego pomnika, a stery przejmie czysty biznesowy pragmatyzm, z fabryki w Jaworznie rzeczywiście mogą wkrótce wyjechać pierwsze nowoczesne elektryki – bez względu na to, jak ostatecznie zostaną nazwane.