Volkswagen Golf II w wersji dość mocno poszerzonej – plastic is fantastic

Volkswagen Golf przez lata niewiele się zmienił. Każda kolejna generacja była raczej ewolucją niż rewolucją. Być może właśnie z tego powodu można bez większych problemów stworzyć własnego Golfa – mieszankę kilku generacji.

Prezentowany egzemplarz jest typowym przykładem braku umiaru. Plastik, plastik i jeszcze raz plastik. Groteskowo wyglądające nadkola, które niesamowicie poszerzono czy ogromny spojler na tylnej klapie – te elementy zupełnie nie pasują do kanciastej sylwetki „dwójki” Podobnie jak lusterka w stylu BMW M3 czy przednie lampy zapożyczone z Golfa IV. Natomiast kokpit z trzeciej generacji nie wygląda tak Ľle.
Boczki drzwi wewnętrznych również wykonano z laminatu. Z pewnością fajnie skrzypi przy minusowych temperaturach! Rozumiemy, że właściciel chciał stworzyć wyścigowy bolid. Przynajmniej pokraczna stylistyka na to wskazuje. Pytanie tylko, dlaczego pod maskę włożył sinik dla emerytów – dieslowskie TDI? Nie mamy pojęcia.
Oczywiście nie jest tak, że tylko krytykujemy. Spróbujmy więc znaleĽć pozytywne strony projektu. Otóż, jeśli dokładnie się przyjrzymy, zauważymy, że wszystkie modyfikacje wykonano z niesamowitą dbałością. Brak tu druciarstwa i improwizacji typowej dla wiejskiego tuningu.

Wszystko zostało dobrze spasowane i sprawia profesjonalne wrażenie. Wykonawcy z pewnością nie brakowało talentu, szkoda tylko, że zapomniał o dobrym smaku.