Podczas gdy Europa z niepokojem obserwuje ekspansję motoryzacyjną z Państwa Środka, chińskie władze rozpoczęły brutalną selekcję na rodzimym rynku. Chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych (MIIT) oficjalnie wykreśliło z rejestru i pozbawiło licencji produkcyjnych aż osiem marek samochodowych. Decyzja ta oznacza natychmiastowe zatrzymanie linii produkcyjnych i początek wielkiej, zapowiadanej od dawna konsolidacji.
Wśród marek, które bezpowrotnie znikają z motoryzacyjnej mapy świata, znalazły się podmioty z wieloletnią tradycją oraz takie, których modele próbowano sprzedawać na rynkach europejskich i wschodnich. Zakaz produkcji kompletnych samochodów objął następujące marki:
- FAW Xiali – niegdyś niekwestionowany lider chińskiego rynku sedanów i dostawca najpopularniejszych taksówek,
- Brilliance – jeden z pierwszych chińskich pionierów próbujących sił w Europie (warto dodać, że spółka joint venture tego producenta z BMW zachowuje prawo do działania),
- Zotye – marka kojarzona na rynkach wschodnich z tworzenia kontrowersyjnych, bliźniaczych kopii europejskich aut premium (m.in. modelu SR9 będącego repliką Porsche Macana),
- Haima – traci prawo do produkcji aut osobowych (zachowując jedynie segment pojazdów użytkowych),
- BAIC Yinxiang (odpowiedzialny za markę Huansu),
- Hawtai,
- Leopaard/Changfeng (dawny dostawca aut dla chińskiej armii),
- Lifan.
Ofiary własnego sukcesu i wojen cenowych
Decyzja Pekinu to bezpośrednia odpowiedź na drastyczne przetasowania rynkowe. Choć chińskie fabryki wyprodukowały w zeszłym roku imponujące 33 miliony pojazdów, ich realne moce przerobowe są wykorzystywane w zaledwie połowie (nieco ponad 50%). Sytuację pogorszyło nagłe tąpnięcie popytu wewnętrznego w pierwszej połowie 2026 r. – po likwidacji rządowych dopłat do aut elektrycznych oraz ulg podatkowych, popyt w Chinach skurczył się o blisko 20 proc.
Wyniszczająca wojna cenowa na lokalnym rynku zmusiła ministerstwo do radykalnego działania. Likwidowane podmioty przegrały rywalizację technologiczną – nie nadążały z wydatkami na badania i rozwój oraz miały gigantyczne problemy z dostosowaniem pojazdów do rygorystycznych norm emisji spalin China 6b (odpowiednik planowanego w Europie Euro 7). Dodatkowym gwoździem do trumny okazały się zapowiedziane na 2027 rok nowe, niezwykle surowe testy wytrzymałości aut w warunkach realistycznych.
Chiny czeka początek wielkiej czystki. Co z pracownikami?
W chińskim wydaniu kapitalizmu państwowego nie ma miejsca na sentymenty, ale też nic nie może się zmarnować. Infrastruktura oraz część załogi zamykanych fabryk zostały już sprawnie przejęte przez rynkowych gigantów – m.in. koncerny GAC oraz Geely.
Eksperci oraz szefowie największych azjatyckich potęg motoryzacyjnych są zgodni: to dopiero początek fali likwidacji. Obecnie Chiny mają na swoim rynku ponad 100 funkcjonującychmarek samochodowych. Plan rządu zakłada drastyczne skurczenie tej liczby – docelowo na placu boju ma pozostać zaledwie od 5 do 7 globalnych megakoncernów, z których każdy będzie zarządzał kilkoma wyspecjalizowanymi markami.
Ostrzeżenie dla klientów w Europie
Najnowsze decyzje MIIT niosą ze sobą kluczową lekcję dla europejskich konsumentów, którzy coraz przychylniej patrzą na azjatyckie samochody. Atrakcyjna cena, nowoczesny design czy długa gwarancja mogą okazać się bezwartościowe, jeśli producent z dnia na dzień utraci licencję i zniknie z rynku decyzją urzędników w Pekinie. Wybierając samochód z Chin, klienci ze Starego Kontynentu muszą dziś bardziej niż kiedykolwiek oceniać nie tylko sam produkt, ale przede wszystkim stabilność finansową i polityczną stojącego za nim koncernu.






