Kochamy samochody, więc zaczniemy od budowlanki. Jak pewnie wiecie, każdy dom ma fundament. Właściwie powinniśmy dodać – każdy porządny dom. Tymczasowe baraki z wiadomych przyczyn są ich pozbawione. W końcu szkoda zachodu na coś, co i tak za chwilę zniknie.
Dlaczego o tym wspominamy? Ano dlatego, że podobnie jest z samochodami. I nie mówimy tutaj o autach pokroju Tata Nano, czy innych tego typu pseudowynalazkach, ale o poważnych zawodnikach. Popatrzcie na BMW M5, AMG E63 czy Audi RS. Koncepcje tych aut dopieszczane były latami – w miarę zdobywania kolejnych doświadczeń. Po prostu, obecne modele mają fundament – budowany latami.
Aperitif…
Ameryka nigdy nie miała szczęścia do mocnych i dobrze prowadzących się sedanów. Zawsze któryś z niezbędnych elementów układanki nie pasował do reszty i całość obracała się w gruzy. A może po prostu brakowało fundamentu? W przypadku Cadillac’a CTS-V go nie brakuje. Pierwsza generacja CTS-V z roku 2004 była co prawda mało finezyjnym, ale jakże amerykańskim tworem. Przepis był bardzo prosty. Wrzucamy pod maskę potężny silnik 5.7 litra V8 – wprost z Corvette C5. Dokładamy manualną, 6 biegową skrzynię biegówś A o resztę niech się martwi kierowca. To nic, że sprzęgło chodzi z gracją miecha kowalskiego – ważne, że auto ma moc godną ciężarówki, pali gumy niczym nałogowy palacz i brzmi jakś powinien brzmieć V8 rodem z Ameryki. Auto potrafiło wyzwolić morze adrenaliny, ale niemiecka konkurencja wciąż była poza zasięgiem. Wszystko to był fundament, czy jak wolicie uwertura do prawdziwego dzieła – drugiej generacji modelu CTS-V. Auto pokazane zostało na salonie w Detroit w 2008 roku. I było to jedno z największych wydarzeń tej imprezy. Szczególnie ciekawe miny mieli panowie, których cechą charakterystyczną był niemiecki akcent. W miarę wczytywania się w specyfikację nowego Cadillac’a ich twarze robiły się blade. Tak oto narodził się najlepszy sportowy sedan Ameryki.
Danie główne…
Druga generacja Cadillac’a CTS-V bazuje w dużej mierze na wcześniejszym modelu. Jednak przy jego projektowaniu skrzętnie wykorzystano doświadczenia zdobyte przy ekspolatacji I generacji CTS-V. Postawiono sobie za cel poprawienie wszystkich niedoskonałości poprzednika. Nadwozie nabrało większej sztywności. Zawieszenie auta połączono z niesamowitym tworem firmy Delphi – Magnetic Ride Control. Pod maską silnik od Corvette zastąpiłś silnik od Corvette, ale w specyfikacji przy ocenie której potrzebny jest dywanik – przyda się do składania hołdów. Dywanika nie mamy, wiec tylko wypowiemy krótkie zaklęcie – ZR1. Powinniście już wiedzieć, że to nie przelewki.
Wnętrze auta również przeszło metamorfozę. Proste, tanie plastiki pierwszej generacji CTS-V zostały zastąpione wnętrzem, przy którym większość europejskich aut może popaść w kompleksy. A przypomnijmy, że design i materiały kabiny to od lat pięta Achillesowa amerykanów. Tego Cadillac’a to jednak nie dotyczy! Serce jak dzwon…
Zacznijmy od serca auta, czyli silnika. To potężna i wspaniała jednostka. Połączenie tradycji i najnowszej techniki. Oznaczona została trywialnie – LSA. Nam bardziej kojarzy się z LSD, gdyż wrażenia jakich dostarcza, są z pogranicza jawy i snu. WyobraĽcie sobie silnik V8 o pojemności 6.2 litra, wyposażony w dodatku w turbosprężarkę. To monstrum dostarcza 556KM i 745Nm momentu obrotowego. Za rekomendację niech posłuży fakt, iż silnik ten jest na wyposażeniu najmocniejszej z Corvette, czyli modelu ZR1 – choć tam ma jeszcze więcej mocy. Jak widzicie Amerykanie nie przebierali w środkach i włożyli pod maskę CTS-V najlepsze co mieli na magazynie. Za to kochamy jankeskich inżynierów. W tej kwestii idą zawsze na całość. Partnerzy w dyskusji…
Jednak, jak pokazała pierwsza generacja CTS-V, wielki silnik bez odpowiedniego wsparcia w postaci zawieszenia sprawia, że autko jest tylko zabawką dla osób w kowbojkach i kapeluszu, ale nie mających pozwolenia na colta. Uspokajamy – nasz bohater posiada zawieszenie będące partnerem, a nie tylko bezwolnym niewolnikiem na usługach potężnego pana o nazwie V8. Zawieszenie CTS-V sprawia, że nawet ocean mocy, jakim jest silnik władający 550 kucami musi nieĽle się rozbujać, by sprawić kłopot trakcji naszego Cadillac’a. Nie wierzycie? Na słynnym niemieckim torze Nurburgring, CTS-V uzyskał czas okrążenia poniżej 8 minut. To znakomity rezultat jak na limuzynę, która zdolna jest pomieścić całą rodzinę wraz z bagażami. Taki wynik byłby niemożliwy do uzyskania, gdyby zawieszenie odstawało od reszty komponentów. Na pewno od nich nie odstają również hamulce. Tutaj inżynierowie Cadillac’a zawierzyli specom z firmy Brembo. A znają się oni na rzeczy, jak mało kto. Potężne, wentylowane tarcze hamulcowe szczelnie wypełniają 19 calowe felgi. W połączeniu z 6 tłoczkowymi zaciskami z przodu i 4 tłoczkowymi zaciskami z tyłu są w stanie okiełznać piekielną bestię, jaką jest CTS-V. Pomogą w tym również opony o słusznym rozmiarze 255mm z przodu i 285mm z tyłu. Całkiem nieĽle, jak na rodzinną bryczkę.
Pachnie Europą…
A skoro jesteśmy na łonie rodziny i udało nam się przekonać jej członków (w domyśle żonę), że Cadillac CTS-V to wspaniałe rodzinne auto, zajrzyjmy do wnętrza tej grzecznej limuzyny. Po otwarciu drzwi przecieramy oczy ze zdumienia i upewniamy się, czy to aby na pewno amerykańska fura. Materiały i design deski rozdzielczej rzucają na kolana i sprawiają, że moglibyśmy przesiedzieć w tym wnętrzu niejeden wieczór – nawet bez odpalania silnika. Trudno o większy komplement w przypadku auta o mocy 556KM.
Pora odpalić naszego potwora. Ruszamy w drogę. Auto ma niesamowitego kopa. Osiągnięcie 100km/h zabiera 3,9 sekundy. I tutaj pierwsze zaskoczenie. Auto jest bardzo skutecznie wytłumione. Owszem, żona będzie zadowolona, ale my oczekujemy czegoś więcej. Czego? Bulgotu silnika V8 i świstu sprężarki – tego niestety trochę brakuje w CTS-V. Owszem słychać, że to potężna maszyna, ale jest to raczej dyskretny szept. Wyznawcom ortodoksyjnej filozofii pod wezwaniem muscle car polecamy wymianę tłumika na coś bardziej ostrego. Strojenie zostawmy na boku i zajmijmy się zmianą przełożeń. Cadillac CTS-V dostępny jest zarówno z manualną, jak i automatyczną skrzynią biegów. Manuala dzielą lata świetle od poprzednika z 2004 roku. W dalszym ciągu mamy 6 biegów, ale sprzęgło chodzi lekko i pozwala precyzyjnie i bez większego wysiłku obchodzić się z potworną mocą. Różnica jest podobna jak pomiędzy Corvette C5 i C6. Przypadek? Oczywiście, że nie! Na marginesie uwaga. Fani manualnej skrzyni biegów, gdy będą chcieli wykorzystać pełnię osiągów auta muszą mieć niezły refleks. Przy ruszaniu z miejsca z pełną mocą, będą musieli naprawdę szybko machać dĽwignią, żeby nadążyć za silnikiem. Może zatem warto zdecydować się na skrzynię automatyczną?

2 w 1…
300km/h. Hmm…Takie prędkości osiągalne są na torze, albo naś niemieckiej autostradzie. No właśnieś tor czy ulica? Osiągi czy rodzinna przejażdżka? Takie dylematy często stają przed nami, gdy wybieramy auto. Rzadko zdarza się, by wóz był w stanie spełnić w należyty sposób tak sprzeczne zadania. A Cadillac CTS-V to potrafi. Bardzo duża w tym zasługa zawieszenia. Ogromny udział ma w tym firma Delphi. To właśnie od niej pochodzi Magntetic Ride Control.
Cadillac reklamuje zawieszenie CTS-V, jako najszybciej reagujące zawieszenie na świecie. W mgnieniu oka jest w stanie dopasować swoją charakterystykę do nawierzchni, jak i stylu jazdy. Jest w stanie przeistoczyć się z komfortowego rodzinnego sedana w bestię, której żywiołem jest tor wyścigowy, a celem urywanie kolejnych dziesiątych sekundy na okrążeniu.
Czujecie to? W tygodniu zawiezie nas do pracy, a w weekend na tor i z powrotem. Wciąż nie wierzycie w amerykańskie zawieszenie? Uwierzcie! W CTS-V jest ono niezwykłe. Za rekomendację niech posłuży fakt, iż podobne konstrukcje znajdziemy w takich autkach jak Audi R8, Ferrari 599 oraz Corvette ZR1. Pytanie tylko, które z tych aut zabierze z nami, gdy będzie trzeba, żonę, dzieciaki i stertę bagażyś
Zapachniało siarką…
No właśnie. Dochodzimy do sedna. Cadillac CTS-V to wcielony diabeł, który gdy trzeba posłusznie nam służy. Jednak natury nie można oszukać. Cały czas nas kusiś Od czasu do czasu warto mu ulec – w końcu najdoskonalszy i najszybszy Cadillac w dziejach, wart jest grzechu i 59,995 dolarów na które został wyceniony. Praktycznie darmo. Kolejna sprawka sił piekielnych…




























