O Utrace bez przesady mówiąc słyszał już cały świat. Co ciekawe, często to właśnie zagranicą mówi się o tym zlocie więcej niż w Polsce – sławą dotarł on nie tylko do Niemiec, ale też do USA czy Australii. By przekonać się, o co to całe zamieszanie, pojechałam na tegoroczną edycję w Gdańsku. I powiem tyle: jakim cudem tyle lat Polacy tak nie doceniali tego, co mają pod nosem?
Doroczny event w ostatnich latach znany jako Club de Ultrace organizowany był już po raz siedemnasty, ale pierwszy w nowej lokalizacji na Polsat Plus Arenie w Gdańsku. Dzisiaj to już dużo więcej niż tylko impreza celebrująca tuning i drift – to światowego kalibru wydarzenie kullturowe, które łączy progresywną motoryzację z nowymi technologiami, światem mody i lifestyle’u.
Pojęcie „najgorętszego weekendu tego lata” wzięła sobie również pogoda, która zapewniła obecnym na miejscu trudne do zniesienia upały. Ale nie ostudziły one (hehe) niczyjego zapału, włącznie z samymi uczestnikami. Ich liczba w tym roku przekroczyła już tysiąc – nie sposób więc było nie być od pierwszych chwil pod wrażeniem skali całego wydarzenia.
Nie jest to jednak jeden z tych spędów, na których organizatorzy idą na masę. Tutaj praktycznie każdy z obecnych na miejscu projektów jest wydarzeniem światowego kalibru: od obniżonych BMW E30, przez poszerzone Ferrari, po modyfikowane w duchu JDM Nissany R34 GT-R, obecne auta zachęcały do robienia wokół nich kolejnych kółek i inspirowania się detalami. Mój ulubiony: klamka wykonana ze sprasowanych dolarów!
Fakt, że po latach (i zmianie nazwy oraz lokalizacji) Ultrace nie traci formy, potwierdziła obecność takich wyznaczających najnowsze trendy, topowych projektów jak przybyłe tu wprost z USA wozy Ruffian Cars, dzieła Madlane i Garage Active. Sentymentalną podróż zapewniło legendarne BMW M3 E46 GTR doskonale znane kilku pokoleniom z okładki Need for Speed: Most Wanted (w końcu wszyscy mieliście oryginały, prawda?). Wydarzeniem była również światowa premiera psychodelicznego projektu Half-11 od studia Oilstainlab w roli Art Cara firmy Delphi.
Sukces Ultrace polega na tym, że od dawna poszerza horyzonty ściągającej tu już z całego świata publiki. W tym roku taką oświecającą ich gwiazdą były modele trochę już zapomnianej (ale na pewno przypomnianej po tej imprezie!) marki Lotec. W Gdańsku zaprezentowane zostały jej dwa najlepsze modele – C1000 oraz Sirius – które przedziwnym zbiegiem okoliczności dopiero tutaj wystąpiły ze sobą razem po raz pierwszy w ich historii! Takie rzeczy tylko na Ultrace.
Ich obecność świetnie uzupełniała się z eksponatami z Loh Collection: prototypem Saubera-Mercedesa C11 oraz jedynego Mercedesa CLR, który przetrwał dramatyczny udział Srebrnych Strzał w 24h Le Mans w 1999 r. (tym z latającymi autami).
Tam gdzie połączenie motoryzacji, sportu, historii i lifestyle’u, tam i Mercedes. Ta niemiecka marka była w tym roku obecna na Ultrace ze swoim własnym, oficjalnym stoiskiem. Czy raczej – ołtarzem wzniesionym na cześć modeli linii Black Series.

W oddzielnym materiale przeczytasz o historii 20 lat Mercedesów-AMG z linii Black Series; tutaj napiszę tylko, że wśród eksponatów można było zobaczyć jednego ze 120 egzemplarzy pierwszego SLK 55 AMG Black Series, jak i późniejsze modele CLK 63 AMG Black Series czy też SLS AMG Black Series.
Opowieść tę z jednej strony uzupełniała „Czerwona Świnia”, czyli Mercedes 300 SEL 6.8 AMG z 1971 r., a z drugiej – debiutujący właśnie na polskim rynku Mercedes-AMG GT 4-door. Z elektrycznym napędem o mocy sięgającej 1169 KM oraz naszpikowanym włóknem węglowym wnętrzem idealnie wpisywał się w klimat Utrace. Z jednej strony pokazuje to, że Mercedes dziś nie jest już marką dla starszych panów w kaszkietach, a marką streetwearową.
Z drugiej dowodzi jednak, że i polscy organizatorzy Ultrace nie boją się rozwoju. To właśnie dzięki takim decyzjom z roku na rok impreza nieustannie podnosi poziom tak pod względem wielkości, jak i jakości. A przecież już dziś trudno znaleźć wydarzenie o podobnej skali na całym świecie!
Opinia V10.pl: dla kogo jest Ultrace? Czy warto?
Ultrace już od kilku lat wyzwala emocje u zwolenników, ale ma też swoich przeciwników, dla których każda jedna decyzja organizatorów i zachowanie uczestników wywołuje kontrowersje.
Fakt jest taki, że mimo tej całej ewolucji to nadal jest to tylko i aż zlot fanów tuningu i driftu. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że reprezentowany w tym roku przed gdańskim stadionem lineup reprezentował już klasę światową. Jeśli jara cię widok sportowych aut i egzotyków z vibem przełomu lat 90. i dwutysięcznych to napatrzysz się na nie do oporu, a zapachu spalonej gumy to nawdychasz się na całe wakacje.
















