Światowa premiera nowego Mercedesa GLA odbyła się nie w Stuttgarcie, Monachium, Londynie ani Szanghaju, ale kilka przystanków tramwajem od mojego domu: na Placu Defilad w Warszawie. Trzecia generacja najmniejszego SUV-a marki objawiła się światu pod Pałacem Kultury jako samochód elektryczny, który oferuje do 657 km zasięgu i kosztuje w Polsce od 205 100 zł (wersja spalinowa dołączy później). Mnie bardziej interesowało jednak samo miejsce premiery. To o co chodzi z tym pokazywaniem nowego modelu Mercedesa w sercu Warszawy?
Światowe premiery nowych samochodów niemieckich marek premium przewidywalny scenariusz. Niemieckie marki premium zabierają media (czy dzisiaj już raczej influencerów) do swoich siedzib albo jedno z wielkich centrów globalnego kapitału: Londynu, Dubaju czy Los Angeles. Na okrasę na scenę wyjdzie jakaś gwiazda, która podkreśl kosmopolityczny charakter wydarzenia.
Tymczasem nowa generacja jednego z najpopularniejszych modeli w całej gamie została pokazana światu w Mercedes-Benz Studio Warszawa, pokazywanej już przez nas sezonowej inicjatywy polskiego dystrybutora marki, organizującej różne atrakcje przez całe wakacje od 9 lipca do pierwszego weekendu września br.
Nie była to prezentacja tylko dla polskich mediów ani lokalna prapremiera, tylko światowy debiut: z przekazem na żywo na cały świat, głównym szefostwem Mercedesa i amerykańskimi celebrytami. I to nie był przypadek.
Pod Pałacem Kultury zrobiło się światowo. Nie chodzi tylko o Mercedesa
Jeszcze za czasów, które sam dobrze pamiętam, w temacie aut Polska kojarzyła się Niemcom jako miejsce, do którego trafiały ich stare auta – w bardziej lub mniej legalny sposób… My z kolei nowe Mercedesy tak, widzieliśmy, ale w czasopismach. Pojawienie się na ulicy zajechanej Beczki na taxi było już wydarzeniem. Nie do wyobrażenia byłby wtedy dla mnie fakt, by taka marka wybrała kiedyś Warszawę na miejsce światowej premiery.
Tymczasem przesuwamy się w czasie o 30 lat – i proszę! I wiecie, co było najlepsze? Że tutaj wszystko było na miejscu. Przerobiona na hollywoodzki plan filmowy scena miała za swoje tło Pałac Kultury, nowoczesne apartamentowce, muzeum Sztuki Nowoczesnej i siedzimy międzynarodowych firm.
Dzisiaj naprawdę nie mamy powodów do absolutnie żadnych kompleksów na tle tego mitycznego zachodu. I świat to wie, bo w końcu Mercedes musiał wybrać też taką lokalizację swojego wydarzenia, które będzie zrozumiałym punktem odniesienia dla followersów tych instagramowych gigantów, którzy przybyli do Warszawy, mieszkających w Niemczech, USA, Bliskiej czy Dalekiej Azji. I to póki co dla mnie najciekawszy dowód tej niesamowitej zmiany, jaką Polska przeszła w czasie jednego pokolenia, jaki do tej pory zaobserwowałem.
No dobra, a co z samym autem?
Mercedes GLA też opowiada historię transformacji. Od debiutu pierwszej generacji (wtedy jeszcze na targach IAA we Frankfurcie w 2013 r.) nie miał nawet ambicji udawać SUV-a, bo od tego był GLB. Zawsze była to raczej taka bardziej pękata klasa A. Druga generacja stała się jeszcze bardziej pękata i tak szczerze to średnio mi się podobała.
Trzecia zmieniła kierunek tego rozwoju. Mercedes GLA trzeciej generacji ma 457 cm długości, 187 cm szerokości i 160 cm wysokości. Rozstaw osi wynosi 279 cm. Oznacza to, że samochód urósł względem poprzednika aż o 15,3 cm na długość i 3,9 cm na szerokość, a jednocześnie stał się o 2 cm niższy. Rozstaw osi zwiększono o 6,1 cm.
Nowy wygląd GLA: po pierwsze błyszczeć
Przy długości 4,57 m nowy GLA zajmuje na drodze tyle miejsca, ile jeszcze niedawno potrzebowały samochody klasy średniej. Nowe generacje GLB i GLC jednak też urosły, więc hierarchia została zachowana. GLA zachował też proporcje pozwalające odróżnić go od większego GLC: krótki przedni zwis, wysoko poprowadzoną linię szyb, mocno zaakcentowane tylne nadkola i zwartą kabinę.
Ciekawym manewrem było obniżenie dachu. Dzięki temu model zachowuje swoje pozycjonowanie wpół drogi pomiędzy hatchbackiem a SUV-em, na podobnej zasadzie jak rywalizujące Lexusy.

W kwestii już samego designu GLA podąża śladem wszystkich ostatnich premier, których wygląd zdominowany jest przez światełka. Dużo światełek: wypełniają cały grill (swoją drogą inspirowany właśnie tymi klasycznymi Mercedesami, które lata temu budowały obraz tej marki na ulicach PRL) i reflektory.
Można dywagować, czy to jeszcze blichtr, czy już kicz, ale do miejsca premiery to pasowało, na ulicach Warszawy też powinno się więc przyjąć. Do tego jeszcze obręcze kół od 18 do aż 20 cali i można się lansować nawet najmniejszym autem w gamie.
Grill z aż 608 diodami LED zarezerwowany jest tylko dla wersji z napędem elektrycznym. GLA ze spalinowymi silnikami, które dołączą później, będą miały „tylko” 150 światełek z przodu. Będzie to jedyna wizualna różnica pomiędzy elektrycznym a konwencjonalnym GLA, podobnie jak w ostatnich modelach marki i przeciwnie niż w poprzedniej generacji, gdy EQA było zauważalnie innym samochodem.
Jest też praktyczniej
Z dobrych wieści – znacząco poprawiona została także praktyczność. GLA urosło do rozmiarów, przy których można traktować je już jako samochód dla rodziny, przynajmniej z jednym dzieckiem. To dobry ruch, bo nastawiony na duże wymiary wewnętrzne GLB mógł być dla niektórych do tej pory za duży i za drogi, więc zniwelowanie tej różnicy pomiędzy nimi powinno być dobrze przyjęte przez polskich klientów.
Ilość miejsca na nogi z przodu wzrosła o 7 mm, ale w drugim rzędzie już o 38 mm. Nad głowami przybyły 23 mm z przodu i 24 mm z tyłu. Bagażnik ma 410 litrów, czyli o 70 litrów więcej niż wcześniej. Po złożeniu oparć dzielonych w proporcji 40:20:40 przestrzeń rośnie do 1400 litrów. Elektryczne wersje oferują dodatkowo przedni bagażnik o pojemności 107 litrów. To już dość nie tylko na przewody do ładowania, ale nawet kolejną walizkę kabinową albo większą torbę.
Do tego elektryczny GLA 4MATIC może ciągnąć przyczepy o masie do dwóch ton, więc nie mówcie, że będzie znany tylko z ładnej buzi. Ciekawe, jak przy tym będzie spadał mu zasięg – mam nadzieję, że to sprawdzimy i Wam powiemy.
Na początek napędy wyłącznie elektryczne
Zgodnie z obowiązującą w ostatnich latach strategią, Mercedes nie tworzy już oddzielnych modeli elektrycznych – te były przyjęte słabo, bo tak naprawdę były mocno średnie. Te nowe są już jednak w wąskiej czołówce najlepszych elektryków na rynku: w redakcji jeździliśmy już elektrycznym CLA i szczerze wybralibyśmy go zamiast wersji spalinowej. GLA przejmuje dokładnie jego napędy, co oznacza następującą gamę:
| Wersja | Moc | Napęd | Akumulator użytkowy | Zasięg WLTP | 0–100 km/h | Cena w Polsce |
|---|---|---|---|---|---|---|
| GLA 200 electric | 224 KM | tylny | 58 kWh LFP | 394–447 km | 8,1 s | od 205 100 zł |
| GLA 250+ electric | 272 KM | tylny | 85 kWh NMC | 577–657 km | 7,3 s | od 230 500 zł |
| GLA 350 4MATIC electric | 354 KM | na cztery koła | 85 kWh NMC | 555–643 km | 5,4 s | od 244 500 zł |
Podstawowy GLA 200 electric wykorzystuje akumulator litowo-żelazowo-fosforanowy o pojemności użytkowej 58 kWh. Chemia LFP pozwala obniżyć koszt i ograniczyć wykorzystanie drogich surowców, ale oznacza mniejszą gęstość energii. Teoretyczny zasięg do 447 km powinien wystarczyć w codziennym użytkowaniu, choć trudno oczekiwać, aby ta odmiana była wyborem dla kierowców regularnie pokonujących setki kilometrów autostradami. Maksymalna moc ładowania w trasie nadal jest większa niż większości elektryków na rynku – 200 kW.
Optymalnie zapowiada się GLA 250+ electric. Ma jeden silnik napędzający tylne koła, 272 KM i akumulator 85 kWh. Deklarowany maksymalny zasięg 657 km jest jednym z najmocniejszych argumentów nowego modelu, ale należy pamiętać, że jest to górna wartość cyklu WLTP. W praktyce spodziewamy się wyników w okolicach 440 km przy podróżowaniu z prędkościami autostradowymi. Do tego możliwość przyjmowania prądu stałego z mocą do 320 kW oznacza w praktyce możliwość zwiększania zasięgu na dziesięciominutowym postoju o 270 km. Byliśmy tam, widzieliśmy – potwierdzamy. Przyznacie, że to zdecydowanie nieutrudniające życia wyniki.
GLA 350 4MATIC electric dodaje drugi silnik, napęd obu osi, 354 KM i 515 Nm. Przyspieszenie do 100 km/h w 5,4 s potencjalnie daje już mu pretensje do nazwy AMG, gdyby nie to, że taka wersja istnieje już w przypadku CLA i nowy, elektryczny CLA 45 AMG jest absurdalnie mocny. Na pewno jednak będzie szybko.
Zamówienia w polskich salonach przyjmowane są 30 lipca 2026 roku, a rynkowy debiut zaplanowano na listopad. W 2027 roku do oferty dołączy dodatkowa odmiana z akumulatorem NMC o pojemności 71 kWh.

Wersje benzynowe nowego GLA pojawią się później
Elektryczny debiut nie oznacza, że Mercedes rezygnuje z silników spalinowych. Na początku 2027 roku gamę mają uzupełnić zelektryfikowane wersje benzynowe z nową turbodoładowaną jednostką 1.5 R4. Początkowo przewidziano dwa poziomy mocy, napęd przedni i 4MATIC.
To znane już z nowych modeli marki rozwiązanie to więcej niż klasyczna miękka hybryda, która wykorzystuje niewielki rozrusznik-generator wyłącznie do wspomagania silnika spalinowego. Motor elektryczny o mocy 22 kW został zintegrowany z nową ośmiobiegową przekładnią dwusprzęgłową 8F-eDCT. Energia jest magazynowana w 48-woltowym akumulatorze o pojemności do 1,3 kWh.
Przy spokojnej jeździe miejskiej samochód ma być zdolny do krótkotrwałego poruszania się bez uruchamiania jednostki benzynowej. Możliwe będzie również żeglowanie z odłączonym napędem przy prędkościach przekraczających 100 km/h, o ile zapotrzebowanie na moc pozostanie niewielkie.
Rekuperacja działa we wszystkich ośmiu przełożeniach i może odzyskiwać do 25 kW. To takie rozwiązanie wpół drogi do pełnej hybrydy, które może wydawać się upierdliwe, ale przynosi realną oszczędność w mieście. Teraz już zelektryfikowane napędy w tym segmencie przestaną być domeną wyłącznie Lexusa. Póki co nic nie mówi się o silnikach wysokoprężnych… i chyba się już nie powie.

Wnętrze nowego Mercedesa GLA: mamy ekran na całą szerokość w domu
Kabina przeszła zmianę równie głęboką jak układ napędowy. Charakterystyczne dla poprzednika okrągłe nawiewy w centralnej części kokpitu zniknęły. Teraz główną atrakcję stnaowi (opcjonalny) MBUX Superscreen rozciągający się niemal od jednych drzwi do drugich.
Pod wspólną taflą znajdują się trzy wyświetlacze: 10,25-calowy zestaw wskaźników, centralny ekran o przekątnej 14 cali oraz drugi 14-calowy ekran przeznaczony dla pasażera. Gdy ostatniego z nich nie zamówimy, jego miejsce zajmie dekoracyjny panel z motywem gwiazd. Co prawda i tak z tego trzeciego ekranu nie będziesz korzystał, ale chyba nie chcesz, żeby inni mieli Cię za dusigrosza, prawda? Sprytne zagranie, Mercedes!
Same multimedia reprezentują to, czego można spodziewać się po najnowszych modelach tej marki – czyli kosmicznego stopnia zaawansowania. W MBUX mieszka teraz ChatGPT, Microsoft Bing i Google Gemini. Zależnie od zadanego pytania samochód ma sam wybrać AI, które najlepiej poradzi sobie z tym zadaniem.
Dla pełnego efektu łał producent dorzuca w standardzie duży, jednoczęściowy dach panoramiczny (z czasem będzie opcjonalnie oferowany ze 172 podświetlanymi gwiazdkami). Wykonany jest ze szkła z powłokami ograniczającymi nagrzewanie latem i utratę ciepła zimą. Za dopłatą pojawi się system SKY CONTROL, który pozwala elektronicznie zmieniać przezroczystość siedmiu oddzielnych segmentów dachu.

Ceny nowego Mercedesa GLA w Polsce i rywale. Którą wersję wybrać?
Polski cennik otwiera GLA 200 electric za 205 100 zł. Za wersję GLA 250+ electric trzeba zapłacić co najmniej 230 500 zł, natomiast GLA 350 4MATIC electric kosztuje od 244 500 zł.
Najciekawiej prezentuje się ta środkowa odmiana. Dopłata do GLA 250+ daje nie tylko dodatkowe 48 KM, lecz przede wszystkim bardzo pożądany, znacznie większy akumulator i naprawdę szybkie ładowanie. Podstawowy model będzie miał sens głównie jako samochód miejski i podmiejski, albo jako sposób na wejście w posiadanie nowego GLA przy możliwie niskiej racie.
GLA 350 4MATIC jest z kolei relatywnie blisko wyceniony względem wersji 250+. Dopłata 14 tys. zł za napęd obu osi, 82 KM więcej i przyspieszenie do setki krótsze o prawie dwie sekundy przynosi zauważalnie lepsze osiągi, ale też proporcjonalnie gorszą ekonomikę jazdy.
Nowy GLA będzie rywalizował między innymi z BMW X1 i iX1, Audi Q3 (nie ma wersji elektrycznej), Volvo XC40 i EX40, ale też coraz liczniej występującymi rywalami z Chin. Na ich tle nowa gwiazdka Mercedesa jest droga, ale też oferuje więcej: miejsca, technologii, napędu, błyskotek. Porządek świata i miejsce Mercedesa w nim zostały więc zachowane. Zmieniło się tylko miejsce Polski na mapie!












