Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

Chińska motoryzacja miała powstawać w Polsce. Dlaczego fabryka w Tychach straciła wielką szansę na Leapmotor?

Chińskie samochody elektryczne szturmują Europę, a za ich sukcesem w dużej mierze stoi koncern Stellantis i marka Leapmotor. Najświeższe doniesienia branżowe obiegły sieć: produkcja aut i baterii ruszyła w Europie. Mało kto pamięta jednak, że ten przyczółek technologiczny mógł znajdować się w Polsce – dokładnie w Tychach.

Wiosną 2025 roku z taśm zakładu Stellantis w Tychach zjeżdżał jeszcze mały, elektryczny Leapmotor T03. Projekt, realizowany w ramach joint venture Leapmotor International (gdzie Stellantis posiada 51% udziałów), wydawał się idealnym ruchem: koszty produkcji w Polsce były konkurencyjne, a lokalny montaż pozwalał omijać wysokie, unijne cła na chińskie pojazdy elektryczne.

Wszystko zmieniło się w cieniu politycznych i rynkowych decyzji. Polska poparła unijne cła wyrównawcze na auta z Chin, a w marcu 2025 roku Stellantis nagle wstrzymał produkcję T03 w Tychach. Oficjalne powody i przetasowania strategiczne sprawiły, że chińsko-europejski projekt musiał szukać nowej bazy. Ostatecznie linia produkcyjna – m.in. dla nowego SUV-a B10 oraz hatchbacka B05 – powędrowała do Hiszpanii, a ściślej do zakładu w Saragossie.

  • Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

    Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

  • Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

    Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

Czy Polska straciła miliony i miejsca pracy?

Decyzja o przeniesieniu produkcji z Tychów na Półwysep Iberyjski wywołała w branży burzę pytań. Z jednej strony, ochrona rodzimego i unijnego przemysłu motoryzacyjnego poprzez restrykcyjne cła wydawała się koniecznością w obliczu potężnej fali tanich aut z Azji. Z drugiej – paradoks sytuacji polega na tym, że zamiast zatrzymać inwestycję u siebie i czerpać zyski z transferu technologicznego, Polska stała się ubogim krewnym całej układanki.

Ekonomiści i fani motoryzacji są podzieleni, a – szczerze powiedziawszy – trudno nie przyznać racji zarówno jednym, jak i drugim:

  • Argument „za” polską produkcją: Tychy miały gotowe zaplecze, wykwalifikowaną kadrę i niezwykle atrakcyjne koszty wytwarzania (według analiz zbliżone do chińskich). Produkcja Leapmotora w Polsce oznaczałaby setki nowych miejsc pracy, rozwój łańcucha dostaw komponentów oraz silną pozycję naszego kraju na mapie elektromobilności.
  • Głosy sceptyków: Partnerstwo ze Stellantisem i chińskim kapitałem mogłoby okazać się jedynie „montownią” bez głębszego zakorzenienia rodzimej myśli technologicznej, a twarde stanowisko wobec chińskich dotacji państwowych miało na celu ochronę europejskich fabryk przed nierówną konkurencją.

Nowy rozdział w Hiszpanii, a co z Polską?

Obecnie fabryka w Saragossie pełną parą wdraża produkcję modeli takich jak B10, stając się europejskim sercem ekspansji Leapmotora. Hiszpanie zyskali stabilne miejsca pracy i nowoczesne zaplecze technologiczne. Dla Polski to jednak bolesna lekcja o tym, jak geopolityka i cła potrafią przekreślić miliony euro inwestycji w mgnieniu oka.

Czy Polska słusznie odpuściła tę chińską ekspansję w imię unijnych ceł, czy też bezpowrotnie przepuściła okazję na technologiczny skok w przód? Cóż – pożyjemy, zobaczymy.

  • Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

    Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

  • Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

    Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

  • Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

    Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)