Kierowcom F1 ciężko zająć się ściganiem po dramacie Bianchiego

Kierowcy Formuły 1 zgodnie uznali przed GP Rosji, że będzie trudno im się ścigać tego weekendu, po wstrząsającym wypadku Julesa Bianchiego w ostatnim GP Japonii.Bianchi znajduje się w krytycznym stanie, z poważnym uszkodzeniem mózgu.
Udzielając wywiadów przed GP Rosji, wszyscy zawodnicy mówili, że muszą walczyć z emocjami, aby móc skupić się w Soczi na jeĽdzie.

„Nie jest łatwo”. – powiedział lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton. „Przed każdym GP komentujesz podekscytowany walkę o mistrzostwo, czy swoje szanse w wyścigu, ale tym razem jest po prostu inaczej. Jestem myślami gdzie indziej”.

Rywal Hamiltona do tytułu i jego zespołowy partner z Mercedesa – Nico Rosberg potwierdzał: „Oczywiście jest ciężko, ponieważ znaleĽliśmy się w szokujących okolicznościach.

„Jednak jest robota do wykonania, kiedy wsiadam do bolidu i opuszczam wizjer kasku. Muszę wtedy odstawić wszystko na bok – wszystkie myśli i emocje – a następnie w pełni skoncentrować na swoim zadaniu”.
Felipe Massa, który pięć lat temu sam miał zagrażający życiu wypadek w F1, trafiony w kask sprężyną z bolidu rywala, określił GP Japonii jako „najgorszy wyścig mojego życia”.

„Był dużo gorszy od GP, podczas którego sam miałem ciężki wypadek, ponieważ wtedy nic nie pamiętałem”. – wyjaśnił.
„Myślimy o Julesie i to trudny weekend dla nas wszystkich.

„Może jutro będzie nieco lepiej, bo przynajmniej czymś się zajmiemy. Spróbujemy się ścigać i dać z siebie wszystko. Dla Julesa, dla jego rodziny”.


Daniel Ricciardo, który zdradził, że Bianchi był jego najlepszym przyjacielem, kiedy przeprowadził się z Australii do Europy, wyznał: „Startując w tamtych zawodach, znając Julesa i wiedząc, co się z nim stało… Pęka mi serce”.
Adrian Sutil, który był przy wypadku Bianchiego, ponieważ Francuz uderzył w dĽwig zabierający z pobocza jego bolid, dodał: „Ciężko opisać słowami to co się stało. To był bardzo szokujący moment.

„Możemy tylko liczyć na lepsze wieści o Julesie (…) Modlimy się za Julesa i ścigamy dla niego”.