Polscy kierowcy mają nowy, wymierny powód, by wzorem filmowego szlagiera z 1971 r. nie lubić poniedziałków. Jak wynika z najnowszego, opublikowanego właśnie raportu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) podsumowującego pierwszy kwartał 2026 roku, na drogach doszło do wyraźnego przetasowania. Dotychczasowy lider niechlubnych statystyk – piątek – został zdetronizowany. Obecnie dniem, w którym najłatwiej o stłuczkę lub poważniejszy wypadek, stał się poniedziałek.
Zmiana „drogowych trendów” to więcej niż ciekawostka – idzie w parze z drastycznym wzrostem kosztów, jakie generują zdarzenia drogowe.
Poniedziałkowy syndrom i bezpieczna niedziela
Przesunięcie punktu ciężkości drogowych zdarzeń na poniedziałek eksperci wiążą m.in. z pośpiechem towarzyszącym powrotom do pracy oraz kumulacją ruchu po weekendzie. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na drugim biegunie zestawienia. Najbezpieczniejszym okresem na drogach niezmiennie pozostaje niedziela – w te dni zgłaszanych jest zaledwie 6,6% szkód z ubezpieczeń obowiązkowych (OC) oraz 8,9% z polis dobrowolnych (AC). Pytanie, czy żegnamy się zatem z „niedzielnymi kierowcami” na rzecz „poniedziałkowych”?
Koniec z pechowym piątkiem, ale i koniec z oszczędnościami w portfelu
W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku do towarzystw ubezpieczeniowych wpłynęła lawina zgłoszeń – poszkodowani zgłosili ponad 480 tysięcy szkód (w tym 263 tys. z OC i 220 tys. z AC). Łączna wartość wypłaconych odszkodowań zamknęła się w astronomicznej kwocie niemal 5,7 miliarda złotych. To aż o 11,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Sam segment polis OC pochłonął ponad 3,2 mld zł (z czego 406 mln zł przeznaczono na odszkodowania za szkody osobowe, czyli leczenie i rehabilitację poszkodowanych). Z kolei z tytułu autocasco wypłacono blisko 2,5 mld zł.
Za tak gwałtownym wzrostem kosztów nie stoi wyłącznie liczba kolizji, ale przede wszystkim technologia. Nowoczesne samochody są naszpikowane zaawansowaną elektroniką. Laserowe lub matrycowe reflektory LED, radary systemów autonomicznych, kamery cofania oraz czujniki parkowania umiejscowione w pasie przednim i tylnym sprawiają, że nawet z pozoru niegroźne, parkingowe najechanie na zderzak generuje koszty naprawy rzędu kilkunastu tysięcy złotych.
Choć ubezpieczyciele na razie utrzymują ceny polis na względnie stabilnym poziomie, to głośno ostrzegają: marże drastycznie spadły, a utrzymanie tego trendu w obliczu rosnących kosztów części zamiennych i robocizny nieuchronnie doprowadzi do podwyżek składek w najbliższych latach.




