Choć Aston Martin Valen powstanie w zaledwie 150 egzemplarzach, zapisuje się w historii motoryzacji jako najmocniejszy supersamochód z silnikiem przed kierowcą. Ułożone pomiędzy nim a przednią osią V12 o pojemności 5,2 l generuje tutaj aż 850 KM. Zaprojektowane przez mającego polskie korzenie Marka Reichmana dzieło zapowiada nowy kierunek w stylistyce marki, choć konfiguracja jest… odważna.
Już w ten weekend odbędzie się konkurs elegancji samochodowej w Pebble Beach w Kalifornii, który od kilku dekad stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń rynku samochodów klasycznych i kolekcjonerskich na całym świecie. Stąd wysyp w ostatnich dniach, czy wręcz godzinach, fantazyjnych, a czasem wręcz dziwnych aut, jak Ferrari CZ26 czy Singera z niebieskimi oponami i torbami Louis Vuitton.
W ten weekend bajecznie bogatym Amerykanom zostanie podstawiony pod nos jeszcze jeden bajecznie drogi egzotyk. Aston Martin Valen będzie próbował przebić się w tym gronie wyrazistym designem, jeszcze podkreślonym przez odważną konfigurację premierowego egzemplarza, oraz ukryty talent techniczny.
Aston Martin Valen: nazwa najlepiej podsumowuje to auto
…tak pomyśli sobie każdy, kto zna łacinę. Nazwa Valen – zgodna z tradycją Astona Martina nazywania wszystkich Astonów Martinów wyrazami na literkę V, jeśli akurat nie zaczynają się od DB – wywodzi się z łacińskiego „valens”, co znaczy mniej więcej tyle co „silny” i „potężny”.
I takie właśnie to muskularne super-GT jest. Technicznie model ten bazuje, jak można się spodziewać, na produkowanym seryjnie, flagowym modelu (z nazwą też na literkę V) Vanquish.
Z pracującego pod jego maską i bardzo cenionego również prze nas podwójnie doładowanego V12 o pojemności 5,2 litra przekazuje na tylną oś teraz całe 850 KM i 1000 Nm – to niby tylko symboliczne 15 KM więcej od „dawcy”, ale dość, by uzyskać tytuł najmocniejszego samochodu z silnikiem umieszczonym przed kabiną nie tylko w liczącej 113 lat historii marki, ale i aut oficjalnie dopuszczonych do ruchu drogowego w ogóle.

W ten sposób Brytyjczycy jeszcze tylko zwiększyli swoją przewagę nad odwiecznym rywalem, Ferrari, którego 12Cilindri generuje z pomocą wolnossącego V12 „tylko” 830 KM. Enzo Ferrari, który notabene zmarł równo 38 lat temu, byłby niepocieszony.
Valenowi (tak to chyba będziemy odmieniać?) konfiguracja ta zapewnia osiągi, które z powodzeniem wystarczą do rywalizowania z superautami z centralnie umieszczonym silnikiem: do 100 km/h przyspiesza on w 3,1 s, a prędkość maksymalna została ograniczona do 345 km/h – bezpieczeństwo przede wszystkim!
Żeby Valen był wart swojej ceny, Aston Martin popracował też nad pozostałymi składnikami mechanicznymi. Dla modelu ów opracowano nowe obręcze kół z magnezu, półaktywne zawieszenie Bilstein DTX i hamulce węglowo-ceramiczne o monstrualnej średnicy 410 mm z przodu i 360 mm z tyłu. Łącznie przyniosło to 110 kg oszczędności. Biorąc pod uwagę, że zaczynaliśmy od 1910 kg, kończymy z wynikiem 1,8 tony – nie do końca waga piórkowa, ale na dzisiejsze czasy dobrze.
Całości dopełnia skrzynia biegów – doskonale znany z dużej części rynku ośmiobiegowy automat ZF, ale tutaj z nowym oprogramowaniem wyprowadzonym z kampanii wyścigowej Astona Martina (ta skrzynia używana jest jednocześnie w Jeepie, BMW i wyścigowym Astonie Martinie Vantage GT4 – niesamowity mechanizm) – oraz tytanowy układ wydechowy, przez które duże V12 słychać jeszcze pełniej.

Przyzwyczajcie się do tego wyglądu, bo zapowiada przyszłość Astona Martina
Za wygląd nadwozia i kabiny modelu odpowiada słynny już dział Q Astona Martina (zbieżność nazw z działem badawczo-rozwojowym w filmach z Jamesem Bondem nieprzypadkowa), ale rola jego pracy wykracza poza to 150 aut.
Projekt ten rozwija założenia kilku ostatnich limitowanych modeli marki (mi przypomina zwłaszcza powstałego w jednym egzemplarzu Victora), które zamieniają delikatne linie i pływające płaszczyzny na ostre krawędzie i prostopadłościenne bryły. Sam szef działu designu Astona Martina mówi o tym modelu tak:

Ja tymczasem powiem, że mi projekt ten przypomina trochę… Forda Mustanga GTD. I raczej nie jest to przypadek, bo miejscami nowy model odwołuje się do Astona Martina V8 z 1972 r., który z kolei wyglądał wypisz-wymaluj jak ówczesny pony car z Ameryki.
A już tak bardziej na serio na koniec: Aston Martin w ostatnich latach wykonuje naprawdę świetną robotę. Najnowsze modele pokroju V8 Vantage’a, DB12 i Vanquisha są wykonane na poziomie adekwatnym do ceny, pod względem prowadzenia bez kompleksów mogą się równać z Ferrari i Porsche, a pod względem stylu są wręcz bezkonkurencyjne. Valen nie tylko liczbami potwierdza tę rewelacyjną formę producenta z Wielkiej Brytanii.
Ceny ograniczonego do 150 egzemplarzy modelu na polski rynek nie zostały jeszcze podane, ale klientom zdaje się to nie przeszkadzać, bo pierwsi z nich wyjadą swoimi egzemplarzami na drogi na wiosnę 2027 r. Nam pozostaje póki co odwiedzić stronę producenta, na której działa już oficjalny konfigurator modelu. Ten kameleon ze zdjęć też jest dostępny.












