Ferrari Luce (fot. Ferrari)

Wszyscy się śmiali, każdy kupił. Elektryczne Ferrari Luce wyprzedane w dwa miesiące!

Fala krytyki, porównania do kultowego (i kontrowersyjnego) Fiata Multipli oraz gwałtowny spadek kursu akcji na giełdzie – tak wyglądały pierwsze dni po oficjalnej premierze Ferrari Luce. Tymczasem rzeczywistość okrutnie zweryfikowała utyskiwania purystów i malkontentów. Wystarczyły zaledwie dwa miesiące, by cała alokacja produkcyjna pierwszego w historii elektryka z Maranello na 2026 rok rozeszła się do zera.

Rynkowy debiut pięcioosobowej, w pełni elektrycznej limuzyny wzbudził niespotykane emocje. Zagorzali fani marki głośno protestowali – i to wcale nie przeciwko samej obecności baterii pod podłogą, lecz nietypowej, „nie-włoskiej” stylistyce karoserii, zaprojektowanej przy współpracy ze studiem LoveFrom. Branżowi recenzenci nie zostawili na aucie suchej nitki, uszczypliwie porównując jego sylwetkę do Fiata Multipli. Efekt? Tuż po pokazie akcje Ferrari spadły na giełdzie o ponad 8%.

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

Klientów krytyka nie obchodzi. Baza zamówień zamknięta

Najwyraźniej najwierniejsza (i najbogatsza) klientela włoskiej stajni nie czyta nagłówków prasowych. Z informacji przekazanych przez agencję Reuters wynika, że plan produkcyjny Ferrari Luce na 2026 rok opiewający na niemal 500 egzemplarzy został wyprzedany w zaledwie 60 dni. Rzecznik producenta tradycyjnie wstrzymuje się od oficjalnego komentarza, jednak liczby mówią same za siebie.

Kluczowym motorem napędowym okazał się rynek chiński. Państwo Środka, które wyznacza dziś światowe trendy w e-mobility, otrzymało początkową pulę 88 sztuk. Chińscy klienci wykupili wszystkie dostępny egzemplarze w parę dni, zupełnie nie przejmując się zaporową kwotą startową wynoszącą 550 tysięcy euro (ok. 2,36 mln złotych).

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

Ferrari Luce w pigułce – co kryje potężny elektryk?

Choć wzornictwo budzi skrajne emocje, pod kątem inżynieryjnym Ferrari nie poszło na żaden kompromis. Luce reprezentuje bezwzględny pokaz siły włoskich konstruktorów:

  • Układ napędowy: 4 silniki elektryczne (po jednym na każde koło)
  • Moc maksymalna: 1050 KM (772 kW)
  • Moment obrotowy: 990 Nm
  • Osiągi: 0–100 km/h w 2,5 sekundy, V-max: 310 km/h
  • Bateria i zasięg: Akumulator 122 kWh netto, zasięg WLTP do 530 km
  • Ładowanie: Architektura 800V pozwala na ładowanie mocą 350 kW (10-80% w 18 minut)

Luce udowadnia, że nawet w erze elektromobilności supersamochody z Maranello posiadają unikalną magię, za którą klienci są gotowi zapłacić każde pieniądze – bez względu na opinie internetowych krytyków.

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

    Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)

  • Ferrari Luce (fot. Ferrari)