To jest nowy Mercedes klasy C, ale to nie jest nowy Mercedes klasy C z napędem elektrycznym. A tak naprawdę nawet nie jest nowy, bo to lifting już znanego modelu. Zagubiony? Spokojnie, ja też byłam, ale odwiedziłam producenta w okolicach Stuttgartu żeby zrozumieć, czym różnią się te samochody i na ile nowy jest prezentowany teraz model rzeczywiście. Oto wszystko, czego udało się dzielnej reporterce V10.PL dowiedzieć.
Klasa C nie jest samochodem, który powinien co cztery lata przechodzić kryzys tożsamości. Od 1982 roku Mercedes sprzedał ponad 12 milionów takich S-klas w rozmiarze bonsai, więc Niemcy bardzo dobrze wiedzą, że przy takim wyniku nie wyrzuca się całego przepisu do kosza. Poprawia się składniki, zmienia talerz i pilnuje, żeby stali klienci nadal rozpoznali swoje ulubione danie.
Z jednej strony zapowiadało się, że obchodzący w tym roku swoje 140. urodziny producent wyrzucił przepis za okno, gdy pokazał odważnie zrywającą z przeszłością i podświetlającą grill blisko tysiącem diod LED nową klasę C typoszeregu W520.
Teraz okazuje się jednak, że opowiada ona tylko część historii, bo ledwo cztery miesiące później ta sama firma prezentuje drugą nową klasę C, czyli dogłębnie zmodernizowaną generację W206. Ten model też jest cyfrowy, też mocno świeci, ale nadal zachowuje wybór jednostek benzynowych, wysokoprężnych i hybrydy plug-in.
I choć sam producent określa to najgłębszym liftingiem w historii modelu (podobne hasło stosował niedawno przy skądinąd podobnej aktualizacji klasy S), to nadal jest to C klasa, którą znamy i lubimy. I nie jest to zarzut.

Nowy Mercedes Klasy C założył świecący grill i czeka, aż go zauważycie
Choć z zewnątrz rozpoznamy w tych liniach klasę C po jednej nutce, to nie oznacza to, że obroniła się ona przed obecnymi trendami. Z przodu subtelności się skończyły. Grill dostał mocniej pionowy kształt, chromowaną ramkę z podświetleniem i całe stado małych gwiazd. W zależności od rynku świecić też duża gwiazda pośrodku, bo w Stuttgarcie słyszeli, że lubicie świecące gwiazdy.
Na żywo przód robi mocniejsze wrażenie niż na zdjęciach. Jest mniej spokojny od dotychczasowego, ale też nie wygląda jakby czarny grill został doklejony na szybko w nocy przed moim przybyciem.
Na podświetlenie grilla możecie wywracać oczami, ale przynajmniej po zmroku żaden właściciel spalinowej klasy C nie poczuje się gorzej od właściciela elektrycznego odpowiednika (albo jednego ze świecących na wszystkie możliwe sposoby konkurentów z Chin).
Do pełnego efektu do palety dołączają dwa lakiery: lawendowe srebro oraz Moody Sky Grey, czyli niebieskawa szarość zmieniająca charakter zależnie od światła. Są też nowe wzory felg od 17 do 19 cali i debiutujący tu, znany z większych modeli pakiet AMG Line Plus. Dorzuca czarne końcówki wydechu, spoiler, czerwone pasy i czerwone przeszycia. Znając słabość polskich klientów do pakietu AMG, taki samochodowy odpowiednik białych skarpetek do garnituru powinien się przyjąć.

Wnętrze wygląda znajomo. Najważniejsza nowość kryje się za ekranami
Jeśli obawialiście się zobaczyć w tym miejscu deskę rozdzielczą wprost z elektrycznej Klasy C, możecie odetchnąć z ulgą. To jest…. O ile jej projekt z dotychczas znanej wersji spalinowej można uznać za racjonalny. Przed kierowcą znajduje się 12,3-calowy zestaw wskaźników, a na środku pionowy ekran o przekątnej 11,9 cala. Zmieniły się kolory tapicerek, dekoracje i kierownica. Ta ostatnia odzyskała fizyczną rolkę do regulacji głośności oraz przełącznik obsługujący tempomat i DISTRONIC.
Tak, fizyczną rolkę. Małą, okrągłą i bardzo oczekiwaną. Po latach udowadniania kierowcom, że gładki panel dotykowy jest szczytem ergonomii, ktoś wreszcie przypomniał sobie, że palce mają opuszki. Nie jest to może wynalazek na miarę pierwszego samochodu Carla Benza, ale podczas jazdy docenimy go częściej niż 64. kolor oświetlenia ambientowego.
Najważniejsze nowości czekają jednak pod ekranami. Klasa C dostała system MB.OS i czwartą generację MBUX. Samochód może aktualizować wiele funkcji bez wizyty w serwisie, korzysta z nawigacji opartej na Mapach Google i – podobnie jak nowy Mercedes CLA – łączy w jednego gigachada wspólny wysiłek ChataGPT, Microsoft Binga oraz Google Gemini. Wirtualny asystent ma prowadzić wieloetapowe rozmowy, pamiętać ich kontekst, wyszukiwać miejsca, parkingi, stacje ładowania, muzykę i podcasty.

Brzmi imponująco, dopóki nie wyobrazicie sobie rodzinnej podróży, podczas której Mercedes przez dwie godziny słucha sporu o wybór playlisty, a potem proponuje podcast o mediacji. Na szczęście na statycznej prezentacji system działał szybko, logicznie i nie próbował jeszcze przejąć kontroli nad ludzkością… to znaczy: radiem.
Z pełnym werdyktem wstrzymam się niemniej do naszego testu w warunkach bojowych na drodze, bo ostatnie systemy Mercedesa miały tendencje do przegrzewania albo się, albo przynajmniej do podłączonych CarPlayem telefonów – zupełnie jak kiedyś gry komputerowe, które nie miały litości dla karty graficznej mojego peceta.
Pierwsze wrażenie jest niemniej obiecujące. MB.OS oznacza też rozbudowane Digital Extras. Mówiąc po ludzku: część funkcji auta będzie można aktywować po zakupie, a część wykupić na określony okres. Samochód przyszłości ma więc tradycyjny silnik spalinowy, ale model biznesowy aplikacji jak serwis streamingowy. To jest ta wizja przyszłości, której nie lubimy.

Na liście opcji, których nie usuniesz wraz z zastrzeżeniem karty płatniczej, znajdzie się poprawiony system Burmester 3D z 15 głośnikami i wzmacniaczem o mocy 710 W, fotele wielokonturowe z masażem oraz pakiet AIR-BALANCE.
Kombi pozostaje praktyczniejszą wersją z bagażnikiem mieszczącym od 490 do 1510 litrów – ważna informacja dla osób, które poza instalowaniem aktualizacji czasem przewożą też coś większego niż kabel USB.

Benzyna, diesel i plug-in. Nowa Klasa C nikogo nie zmusza do jednego napędu
Najciekawsza wiadomość jest paradoksalnie bardzo tradycyjna: silniki spalinowe zostają. Wszystkie są czterocylindrowe, dwulitrowe i przygotowane pod wymagania Euro 7. Każda wersja korzysta też z instalacji 48 V oraz rozrusznika zintegrowanego z alternatorem, który mimo kompaktowych rozmiarów może chwilowo dołożyć do 23 KM raz 205 Nm.
Gama benzynowa wygląda następująco:
- C 200: 177 KM i 270 Nm;
- C 250: 218 KM i 320 Nm;
- C 300: 258 KM i 400 Nm.
Benzynowy silnik M 254 EVO dostał elektryczną sprężarkę. Rozpędza się w ciągu milisekund i ma wypełniać moment, w którym klasyczna turbosprężarka dopiero zbiera myśli. W praktyce ma to oznaczać szybszą reakcję na gaz przy ruszaniu, wyjściu z zakrętu i podczas wyprzedzania. Czy rzeczywiście tak jest, sprawdzimy podczas jazd. Na razie mogę jedynie potwierdzić, że określenie „elektryczny kompresor” brzmi jak coś, co inżynier Mercedesa wypowiada z większą czułością niż imię własnego psa.

Co jeszcze bardziej będzie grzało polskich internautów, tylnymi drzwiami nie został wyprowadzony również diesel. Dwulitrowy OM 654 EVO występuje w wariantach 163- i 200-konnych, współpracuje z układem 48 V i może być zasilany bardzo zielonymi paliwami HVO100, B10 oraz B20. Nawet przy obecnych cenach paliw, dla kierowców pokonujących autostradowe kilometry to nadal może być najbardziej logiczny wybór w gamie.
Na szczycie zwykłej gamy stoi C 400 e 4MATIC. Hybryda plug-in rozwija 395 KM i 650 Nm, a akumulator o pojemności użytkowej 19,53 kWh pozwala przejechać do 100 km według WLTP bez uruchamiania silnika. Co ważne, można go ładować nie tylko z wallboxa z mocą 11 kW, ale także prądem stałym z mocą do 55 kW. Nie jest to jeszcze szybkie ładowanie znane z coraz większej liczby konkurentów, ale to już jeden z tych plug-inów, który daje realną szansę na codzienną jazdę po mieście na prądzie, zamiast wożenia ciężkiej baterii jako bardzo drogiego elementu dekoracyjnego.
Mercedes obiecuje więcej zwinności. Na ten werdykt trzeba poczekać
Inżynierowie usztywnili wybrane połączenia zawieszenia i zmienili ustawienia regulowanych amortyzatorów. Klasa C ma teraz reagować szybciej, mniej przechylać nadwozie i dawać więcej przyjemności na krętej drodze, nie tracąc przy tym komfortu na autostradzie. To brzmi jak klasyczna obietnica z prezentacji, czyli samochód ma robić wszystko lepiej i niczego nie poświęcać. Bardzo chcę w to uwierzyć, ale fizyka bywa mniej podatna na marketing niż my.
Opcjonalna tylna oś skrętna wychyla koła o maksymalnie 2,5 stopnia. Zmniejsza średnicę zawracania o 43 cm, do 10,64 m, a przy wyższych prędkościach poprawia stabilność. To nie jest funkcja, którą pokażecie znajomym przez szybę restauracji, ale prawdopodobnie będziecie ją kochać za każdym razem, gdy ktoś zaparkuje dwa centymetry od waszego zderzaka.
Mercedes popracował też nad ciszą. Sedan ma współczynnik oporu powietrza od 0,24, a kombi od 0,26. Zmieniono lusterka, uszczelnienie przedniej szyby, pakiety wygłuszenia oraz sposób podwieszenia wydechu. Nowe światła DIGITAL LIGHT wykorzystują micro-LED-y, powiększają pole oświetlane w wysokiej rozdzielczości o około 40 proc. i zużywają do 50 proc. mniej energii niż wcześniej.
Do tego dochodzą systemy MB.DRIVE, automatyczna zmiana pasa, reakcja na znaki STOP i czerwone światła, rozbudowane parkowanie oraz funkcja cofania po wcześniej przejechanym torze. Samochód może korzystać z maksymalnie 10 kamer, pięciu radarów i 12 czujników ultradźwiękowych. Człowiek ma dwoje oczu i nadal czasem nie widzi słupka w galerii handlowej, więc przewaga technologii jest tutaj dość oczywista.

Czy nowy Mercedes Klasy C to wybór dla tradycjonalistów?
Zamówienia w Niemczech ruszyły 18 sierpnia 2026 roku. Cennik sedana otwiera tam C 200 za 48 844 euro brutto. Polskie ceny nie zostały jeszcze ogłoszone, ale oznacza to niewielką różnicę wobec progu 206 000 zł, od którego zaczyna się cennik modelu obecnie.











