Ministerstwo Infrastruktury oraz Główny Inspektorat Transportu Drogowego przechodzą do radykalnych działań w walce z niebezpiecznymi zachowaniami na przejazdach kolejowo-drogowych. W Polsce wystartował przełomowy projekt pilotażowy, który na trwałe zmieni zasady kontroli kierowców. Po raz pierwszy w historii kamery zamontowane przez PKP PLK na przejeździe kolejowym zostały bezpośrednio połączone z systemem CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym).
Pierwszym miejscem w kraju, gdzie wdrożono to innowacyjne rozwiązanie, stał się przejazd w miejscowości Dębrznik na Dolnym Śląsku. Jeśli testy techniczne i operacyjne zakończą się sukcesem, podobne systemy zdalnego monitoringu mogą pojawić się na tysiącach przejazdów w całej Polsce.
🚦 Kamery na przejazdach kolejowych pomogą skuteczniej wyłapywać wykroczenia? Polskie Linie Kolejowe wspólnie z CANARD sprawdzają, jak połączyć istniejący monitoring przejazdów z systemem automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. 📍 Pilotaż prowadzimy na przejeździe w Dębrzniku na Dolnym Śląsku. Jeśli testy zakończą się pomyślnie, rozwiązanie może pomóc skuteczniej reagować na niebezpieczne zachowania kierowców.
— PLK SA (@PKP_PLK_SA) October 27, 2026
Jak działa system kamer PKP PLK w sieci CANARD?
Dotychczas systemy typu Red Light monitorujące skrzyżowania czy przejazdy były osobnymi instalacjami budowanymi przez inspekcję drogową. Obecna inicjatywa idzie o krok dalej – wykorzystuje już istniejącą, zaawansowaną infrastrukturę technologiczną PKP Polskich Linii Kolejowych.
Kamery obserwujące rogatki i torowisko rejestrują każdy wjazd na przejazd w niedozwolonym momencie:
- Ignorowanie czerwonego światła nadawanego przez sygnalizator.
- Wjeżdżanie na tory w momencie, gdy półzapory lub zapory zaczęły się opuszczać lub są w ruchu.
Materiały dowodowe trafiają bezpośrednio do systemu automatycznego nadzoru, co oznacza, że kierowca popełniający wykroczenie otrzyma wezwanie i mandat bez bezpośredniej interwencji patrolu policji.
Trzy kluczowe (i bolesne) fakty dla kierowców
Włączenie kolejowego monitoringu do ogólnokrajowej sieci CANARD niesie ze sobą szereg istotnych konsekwencji, o których muszą pamiętać wszyscy uczestnicy ruchu drogowego:
- Brak ostrzegawczych znaków – W przeciwieństwie do standardowych fotoradarów czy odcinkowych pomiarów prędkości, w przypadku kamer kolejowych włączonych do CANARD nie ma prawnego obowiązku stawiania znaku informującego o rejestracji wykroczeń. Kierowca nie zostanie zawczasu ostrzeżony tablicą o monitorowanym obszarze.
- Surowe kary finansowe i punkty – Tzw. „wjazd pod rogatki” lub zignorowanie sygnalizacji na przejeździe to jedno z najcięższych wykroczeń w taryfikatorze. Mandat wynosi w tym przypadku 2000 złotych oraz aż 15 punktów karnych. Co więcej, w warunkach tzw. recydywy drogowej kwota grzywny może wzrosnąć nawet do 4000 złotych.
- Kto uniknie kary? – Nowy system skutecznie namierza samochody osobowe, ciężarowe oraz motocykle (dzięki automatycznemu odczytowi tablic rejestracyjnych). Jak na razie odporni na jego działanie pozostają niechronieni uczestnicy ruchu – piesi, rowerzyści oraz osoby poruszające się na hulajnogach elektrycznych, których identyfikacja ze zdjęć z kamer kolejowych jest znacznie utrudniona.
Dlaczego resort decyduje się na taki krok?
Bezpieczeństwo na przejazdach kolejowych stało się priorytetem po serii tragicznych zdarzeń w ostatnich latach. Wcześniej Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało prace nad przepisami przewidującymi m.in. utratę prawa jazdy na 3 miesiące za rażące ignorowanie sygnalizacji i rogatek. Połączenie sił z PKP PLK i CANARD to kolejny element uszczelniania systemu kontroli, który ma wyeliminować brawurę kierowców próbujących „przemknąć” pod opadającymi szlabanami.
Pilotaż w Dębrzniku ma sprawdzić wydajność przesyłu danych oraz dokładność algorytmów identyfikacyjnych. Jeśli testy wypadną pomyślnie, automatyczne oko CANARD może objąć docelowo znaczną część z blisko 2,8 tysiąca przejazdów kolejowo-drogowych w Polsce.





