Samochody benzynowe i diesle mogą pozostać w europejskich salonach także po 2035 roku. Parlament Europejski zrobił kolejny krok w stronę złagodzenia przepisów, które miały praktycznie wyeliminować sprzedaż nowych aut spalinowych. Jest już konkretna propozycja, wyniki głosowania i termin następnej decyzji. Dla kierowców to ważna wiadomość, ale do ostatecznego rozstrzygnięcia jeszcze daleko.
Unia Europejska coraz wyraźniej zmienia podejście do przyszłości samochodów spalinowych. Jeszcze niedawno wydawało się, że od 2035 roku europejskie salony będą oferować przede wszystkim samochody elektryczne i inne pojazdy bezemisyjne. Teraz coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz, w którym obok elektryków nadal będzie można kupić nowe hybrydy, a nawet samochody z tradycyjnymi silnikami spalinowymi.
Przełomowe dla dalszych prac okazało się głosowanie z 4 listopada 2026 roku. Komisja Ochrony Środowiska Parlamentu Europejskiego poparła złagodzenie norm emisji CO2 dla nowych samochodów. Za zmianami opowiedziało się 48 europosłów, 30 było przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu.
To kolejny sygnał, że dotychczasowy plan może zostać istotnie zmodyfikowany.

10 minut i bateria niemal pełna. W Polsce padł rekord ładowania elektryka
Na polskiej autostradzie A1 ustanowiono nowy rekord mocy ładowania samochodu elektrycznego. Denza Z9 GT osiągnęła aż 563,8 kW, a uzupełnienie energii w akumulatorze od 11 do 81 proc. zajęło zaledwie…
Koniec zakazu samochodów spalinowych od 2035 roku? Jest nowa propozycja
Obecnie obowiązujące unijne przepisy zakładają, że od 2035 roku średnia emisja CO2 nowych samochodów osobowych i lekkich pojazdów dostawczych ma zostać ograniczona o 100 proc. względem poziomu z 2021 roku.
W praktyce oznacza to konieczność osiągnięcia zerowej emisji CO2 z układu napędowego w ramach nowych rejestracji objętych normami. Dlatego regulacje powszechnie określa się jako zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych, choć formalnie chodzi o wymagania emisyjne dla producentów.
Nowa propozycja popierana przez trzy główne frakcje Parlamentu Europejskiego zakłada znacznie większą elastyczność. Zamiast całkowitej redukcji emisji pojawia się cel na poziomie 95 proc., przy czym część wymaganej redukcji mogłaby zostać rozliczona dzięki wykorzystaniu niskoemisyjnej stali produkowanej w Europie.
W praktyce oznaczałoby to możliwość pozostawienia na rynku pewnej liczby samochodów wyposażonych w silniki spalinowe.
Nie byłby to jednak powrót do sytuacji sprzed wprowadzenia unijnych limitów. Producenci nadal musieliby mocno ograniczać średnią emisję swoich nowych samochodów, a modele elektryczne pozostałyby kluczowym elementem ich oferty.
Benzyna, diesel i hybrydy po 2035 roku. Co mogłoby pozostać w salonach?
Jeżeli proponowane zmiany zostaną ostatecznie przyjęte, po 2035 roku w europejskich salonach nadal mogłoby znaleźć się miejsce dla kilku rodzajów napędów.
- Samochody benzynowe i diesle – ich dalsza sprzedaż byłaby możliwa w ograniczonym zakresie, pod warunkiem spełnienia przez producentów wymagań dotyczących całej floty.
- Klasyczne hybrydy (HEV) – mogłyby pozostać częścią oferty producentów.
- Hybrydy plug-in (PHEV) – połączenie silnika spalinowego z możliwością ładowania akumulatora z gniazdka nadal miałoby zastosowanie.
- Samochody elektryczne – pozostałyby podstawowym sposobem ograniczania średniej emisji CO2.
Ważne jest jednak jedno: nowe przepisy nie gwarantowałyby, że każdy producent będzie sprzedawał wszystkie rodzaje napędów. Ostateczna oferta zależałaby od strategii koncernów i możliwości spełnienia norm emisyjnych.
Unia Europejska chce promować małe samochody elektryczne. Pojawił się nietypowy pomysł
Zmiany nie dotyczą wyłącznie samochodów spalinowych. Europosłowie chcą również zwiększyć atrakcyjność produkowania niewielkich, oszczędnych elektryków na terenie Unii Europejskiej.
W propozycji znalazł się mechanizm dodatkowego premiowania takich pojazdów podczas obliczania średniej emisji producenta.
Mały samochód elektryczny wyprodukowany w UE, o długości nieprzekraczającej 4,2 metra, mógłby być liczony jako 1,4 pojazdu. Z kolei wyjątkowo energooszczędny elektryk spełniający określone wymagania mógłby otrzymać mnożnik 1,2.
Jeszcze korzystniejsze zasady przewidziano dla aut rejestrowanych w ramach programów leasingu socjalnego.
Dlaczego to istotne? Producenci zyskaliby dodatkową motywację do wprowadzania na rynek mniejszych i potencjalnie tańszych samochodów elektrycznych. Jednocześnie łatwiej byłoby im równoważyć emisję modeli spalinowych.
To rozwiązanie pokazuje, że Unia nie zamierza rezygnować z elektromobilności. Zamiast opierać transformację wyłącznie na zakazach, chce również stosować zachęty dla europejskiego przemysłu.

Czy rozwój elektromobilności wpłynie na ceny mieszkań? "Czeka nas nowa pozycja w ogłoszeniach"
Elektromobilność zmienia naszą rzeczywistość na więcej sposobów niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Kształtuje nie tylko motoryzację, ale całe nasze miasta. Prowadzi do pytań, które jeszcze niedawno wydawały się abstrakcyjne,…
Co zmiany, jakie planuje Unia Europejska, oznaczają dla polskich kierowców?
Z perspektywy kierowców najważniejsze jest to, że proponowane przepisy nie oznaczają przymusowej przesiadki do samochodu elektrycznego.
Co więcej, nawet gdyby obecne regulacje pozostały bez zmian, właściciele samochodów benzynowych i diesli nie musieliby pozbywać się swoich pojazdów w 2035 roku.
Unijne normy dotyczą bowiem nowych samochodów wprowadzanych na rynek, a nie zakazu użytkowania już zarejestrowanych aut. Nie oznaczają też automatycznego końca handlu samochodami używanymi.
Jeśli jednak Unia ostatecznie złagodzi wymagania, kierowcy zyskają szansę na większy wybór napędów również po 2035 roku.
Nie wiadomo natomiast, czy przełoży się to na niższe ceny samochodów. Te zależą od znacznie większej liczby czynników, w tym kosztów produkcji, cen akumulatorów, konkurencji i polityki poszczególnych producentów.
Nie tylko samochody osobowe. Zmiany obejmą też auta dostawcze
Proponowane złagodzenie przepisów ma dotyczyć również lekkich samochodów dostawczych, co może mieć szczególne znaczenie dla przedsiębiorców.
Według stanowiska przyjętego przez komisję europosłowie chcą ograniczyć wymagany poziom redukcji emisji CO2 w tym segmencie do 35 proc. w 2030 roku i 80 proc. w 2035 roku.
To wyraźne odejście od obecnego celu całkowitej redukcji emisji w 2035 roku.
Dla firm korzystających z samochodów dostawczych oznaczałoby to większą swobodę wyboru napędu, szczególnie tam, gdzie przejście na flotę elektryczną jest utrudnione przez zasięg pojazdów, dostępność ładowarek lub charakter wykonywanej pracy.

Tak wygląda nowy VW Caddy z fabryki w Poznaniu. Ekran 12,9 cala i ponad 100 km na prądzie
Z taśm produkcyjnych zakładu Volkswagen Poznań w Antoninku zaczęły zjeżdżać pierwsze egzemplarze odświeżonego modelu VW Caddy. Najpopularniejszy kombivan w Europie przeszedł solidny lifting wizualny oraz technologiczny. Co kluczowe dla polskiej…
Kiedy zapadnie ostateczna decyzja? Grudzień będzie ważny
Mimo korzystnego dla zwolenników silników spalinowych wyniku głosowania sprawa nie jest jeszcze przesądzona.
W grudniu 2026 roku Parlament Europejski ma głosować nad mandatem do negocjacji z państwami członkowskimi. Dopiero dalsze uzgodnienia pozwolą ustalić ostateczny kształt przepisów.
Co istotne, Komisja Europejska już w grudniu 2025 roku zaproponowała złagodzenie celu na 2035 rok do 90 proc. redukcji emisji z układu napędowego, z mechanizmem kompensowania pozostałych emisji. Parlament pracuje jednak nad innym wariantem, dlatego szczegóły mogą jeszcze ulec zmianie.
Jedno jest pewne: dyskusja o przyszłości samochodów spalinowych w Europie weszła w nową fazę. Coraz więcej wskazuje na to, że po 2035 roku na rynku może pozostać miejsce nie tylko dla elektryków, ale również dla samochodów wykorzystujących silniki spalinowe.
Dla kierowców oznacza to przede wszystkim nadzieję na zachowanie większego wyboru. Na ogłoszenie końca unijnych ograniczeń jest jednak zdecydowanie za wcześnie.






