Dla ortodoksyjnych fanów motoryzacji nadeszły czasy pełne niepokoju, ale BMW właśnie rzuciło im koło ratunkowe. Niemiecki producent zaprezentował radykalny prototyp BMW M Concept Neue Klasse, który jest bezpośrednią zapowiedzią pierwszego w historii w pełni elektrycznego M3. Świadome jednak, że bezgłośny napęd w kultowej limuzynie to dla wielu profanacja, szefostwo dywizji M podjęło odważną i niezwykle kosztowną decyzję: nowe M3 otrzyma dwie rywalizujące ze sobą wersje napędowe – elektryczną oraz spalinową.
Elektryczny manifest: 1000 KM i „superkomputer” na pokładzie
Pokazany koncept to agresywnie stylizowany pokaz możliwości inżynieryjnych. Choć to na razie model studyjny (część ekstremalnych elementów aerodynamicznych, jak gigantyczny splitter, musi zostać ucywilizowana), auto wprost nawiązuje do korzeni marki. W pasie przednim i muskularnych nadkolach odnajdziemy echa kultowego E30 M3, z kolei tył wieńczy charakterystyczny „kaczy kuper” w stylu legendarnego E46 CSL.
Pod futurystycznym nadwoziem kryją się jednak rozwiązania całkowicie zrywające z tradycją:
- Cztery silniki elektryczne: Każde koło sterowane jest niezależnie, co pozwoli na niespotykany dotąd wektorowanie momentu obrotowego. Szacowana moc ma oscylować w granicach 1000 KM.
- Mózg systemu – „Heart of Joy”: To potężny superkomputer pokładowy odpowiedzialny za natychmiastową zmianę charakterystyki prowadzenia, tryby driftu i symulację zachowania auta spalinowego.
- Symulowane biegi (Emulated Shift): Podobnie jak w Hyundaiu Ioniq 5 N, kierowca dostanie do dyspozycji łopatki przy kierownicy oraz sztuczne, mechaniczne dźwięki imitujące pracę klasycznej skrzyni i wkręcanie silnika na obroty.
- Ekologiczny kompozyt: Dach oraz progi wykonano z włókien lnu, co redukuje emisję CO2 podczas produkcji o 40% w porównaniu do tradycyjnego karbonu.
Niestety, obecność ciężkich akumulatorów (około 100 kWh o specjalnej chemii pozwalającej na błyskawiczne rozładowywanie i ładowanie bez spadków wydajności) wpłynęła na pozycję za kierownicą. W elektrycznym M3 nie usiądziemy już tak nisko nad asfaltem, jak w obecnej generacji G80.
Plan B dla tradycjonalistów. Rynek zweryfikuje wszystko
BMW zdaje sobie sprawę, że elektryfikacja flagowego modelu to stąpanie po cienkim lodzie. Rywale, tacy jak Mercedes-AMG ze swoimi elektrycznymi limuzynami czy Ferrari z nadchodzącym modelem Luce, mocno polaryzują publiczność. Dlatego Monachium stawia na strategię „zjeść ciastko i mieć ciastko”.
Równolegle z drogową wersją zaprezentowanego konceptu (która roboczo może przyjąć nazwę „Mi3”), BMW stworzy zupełnie nową, kolejną generację spalinowego M3. Prawdopodobnie będzie to zaawansowana hybryda, która pozwoli spełnić restrykcyjne normy emisji spalin, zachowując przy tym ryk benzynowej jednostki.
Będzie to fascynujący, rynkowy pojedynek bratobójczy. BMW zbuduje dwa skrajnie różne technologicznie auta o tej samej nazwie i pozwoli klientom zdecydować swoimi portfelami, która wizja sportu jest im bliższa.




























