Grand Prix Barcelony-Katalonii przyniosło ogromne emocje, strategiczny popis w wykonaniu Ferrari (i to wcale nie ten memiczny, jakiego wszyscy mogliby się po nich spodziewać) oraz zwrot akcji, który mocno namieszał w czołówce klasyfikacji generalnej. I choć weekend bez wątpienia przyćmiony został 24-godzinnym wyścigiem w Le Mans, warto zwrócić uwagę na to ,co działo się na Circuit de Barcelona-Catalunya….
Przełomowe i historyczne zwycięstwo Hamiltona
Lewis Hamilton odniósł swoje pierwsze, upragnione zwycięstwo w barwach Scuderia Ferrari. Brytyjczyk ruszał z drugiego pola i choć start na miękkiej mieszance w ekstremalnie gorących warunkach (temperatura toru przekraczała 50°C) nie pozwolił mu od razu minąć George’a Russella, kluczem okazała się strategia.
Podczas gdy większość zespołów celowała w dwa postoje, Ferrari zaryzykowało strategię trzech pit stopów. Decyzja opłaciła się idealnie, gdy po wycofaniu się Fernando Alonso ogłoszono neutralizację w postaci wirtualnego samochodu bezpieczeństwa (VSC) – Hamilton zjechał po świeże opony, zyskując „darmowy” stop i utrzymując pozycję lidera. Podkręcając tempo na twardej mieszance, Brytyjczyk uciekł rywalom i przeciął linię mety z przewagą blisko 20 sekund. Tym samym 41-letni Hamilton został najstarszym zwycięzcą wyścigu F1 od czasów Jacka Brabhama w 1970 roku.
„To niezwykle wyjątkowy moment. Wygranie mojego pierwszego wyścigu z Ferrari to coś, o czym marzyłem od dziecka, a osiągnięcie tego jest niesamowitym uczuciem. W zeszłym roku były momenty, kiedy ta chwila wydawała się niemal niemożliwa, ale jestem niezmiernie wdzięczny Fredowi za to, że we mnie wierzył, i wszystkim, którzy sprawili, że czułem się jak w domu. Pracowaliśmy ciężko przez cały rok i tak wiele zmieniło się w ciągu ostatnich miesięcy, a dzisiejszy dzień jest owocem całego tego wysiłku. Jestem niezmiernie dumny ze wszystkich, zarówno tutaj na torze, jak i w Maranello. Ulepszenia, które wprowadziliśmy w ten weekend, sprawdziły się dokładnie tak, jak oczekiwaliśmy, samochód spisywał się świetnie, a zespół wykonał wszystko perfekcyjnie. Pit-stopy były fantastyczne, a każdy szczegół został dopracowany perfekcyjnie. Miałem szczęście doświadczyć wielu wyjątkowych chwil w mojej karierze, ale ta jest inna. Ferrari ma najwspanialszych fanów na świecie, a obserwowanie ich pasji, energii i wsparcia sprawia, że to zwycięstwo jest jeszcze bardziej znaczące. To dzień, którego nigdy nie zapomnę i mam nadzieję, że to pierwsze z wielu zwycięstw, które możemy wspólnie świętować” – skomentował po wyścigu Lewis.
Dramat Antonelliego i wewnętrzna walka w Mercedesie
Lider mistrzostw, Kimi Antonelli, przyjechał do Hiszpanii z serią pięciu wygranych z rzędu. Choć weekend zaczął z opóźnieniem (w FP1 jego bolid przejął debiutant Fred Vesti) i zakwalifikował się „dopiero” na P3, w wyścigu prezentował świetne tempo, lepiej zarządzając oponami od startującego z pole position George’a Russella.
Na 5 kółek przed końcem (podczas 62. z 66 okrążeń), po zaciętej i ryzykownej walce koło w koło, 19-letni Włoch zdołał wyprzedzić zespołowego partnera w walce o P2. Chwilę później doszło jednak do katastrofy – w samochodzie Antonelliego doszło do awarii mechanicznej (dodatkowo uszkodził on końcówkę przedniego skrzydła), co zmusiło go do zaparkowania na trawie i zaowocowało pierwszym DNF w sezonie. Toto Wolff po wyścigu otwarcie kwestionował, czy wewnętrzny pojedynek kierowców nie odebrał im szansy na walkę z Hamiltonem.
Brytyjskie podium i pech Leclerca
Po wycofaniu się Antonellego na drugie miejsce wskoczył George Russell, a podium uzupełnił Lando Norris z McLarena, dla którego był to najlepszy wynik od czasu GP Miami. Ciekawostką jest fakt, że był to pierwszy przypadek w pełni brytyjskiego podium w Formule 1 od 1968 roku.
Zupełnie inne nastroje panowały natomiast w drugiej części garażu Ferrari. Charles Leclerc zanotował drugi z rzędu weekend z zerowym dorobkiem punktowym. Po rozbiciu bolidu na początku Q3 startował z P10, jednak po świetnym starcie przebił się na P6. Pod koniec wyścigu wypadł w żwir na drugim zakręcie, zgłaszając całkowitą awarię wspomagania kierownicy, co definitywnie wyeliminowało go z rywalizacji.
Roszady w środku stawki i karna degradacja Colapinto
W strefie punktowej doszło do sporych przetasowań już po wywieszeniu flagi w szachownicę przez zaproszonego na wyścig Novaka Djokovicia. Początkowo świetne powody do radości miał zespół Alpine, którego kierowcy – Pierre Gasly oraz Franco Colapinto – przekroczyli linię mety odpowiednio na 7. i 8. pozycji.
Argentyńczyk został jednak ukarany przez sędziów 10-sekundową karą czasową (oraz 1 punktem karnym) za nieprzepisowe zwolnienie w sektorze objętym pojedynczą żółtą flagą. Telemetria i wideo wykazały, że reakcja Colapinto była niewystarczająca. W oficjalnej klasyfikacji spadł on na P10, na czym zyskali kierowcy Racing Bulls – Liam Lawson awansował na P8, a Arvid Lindblad na P9.
Wyniki końcowe GP Barcelony-Katalonii:
- Lewis Hamilton (Ferrari) – 25 pkt
- George Russell (Mercedes) – 18 pkt
- Lando Norris (McLaren) – 15 pkt
- Max Verstappen (Red Bull) – 12 pkt
- Oscar Piastri (McLaren) – 10 pkt
- Isack Hadjar (Red Bull) – 8 pkt
- Pierre Gasly (Alpine) – 6 pkt
- Liam Lawson (Racing Bulls) – 4 pkt
- Arvid Lindblad (Racing Bulls) – 2 pkt
- Franco Colapinto (Alpine) – 1 pkt (po nałożeniu kary)
Wyścig okazał się niezwykle niszczycielski dla sprzętu – aż 7 kierowców nie ukończyło rywalizacji (w tym m.in. obaj reprezentanci Aston Martina – Stroll i startujący z alei serwisowej Alonso, a także Nico Hulkenberg z Audi i Valtteri Bottas z Cadillaca). Dzięki wygranej Hamilton odrobił sporą część strat w klasyfikacji i traci obecnie do Antonelliego 41 punktów.













