To brzmi jak scenariusz filmowy, ale wydarzyło się naprawdę na kampusie Bugatti Rimac pod Zagrzebiem. Mężczyzna, który przyszedł zapytać o posadę, zauważył otwartego Bugatti Chirona Sport z kluczykami w środku. Nietuzinkowy pościg z udziałem fabrycznej telemetrii i polskiego łącznika zakończył się zatrzymaniem w Austrii.
„Czy ktoś pożyczył mój samochód?” – zniknięcie w biały dzień
Współczesne superauta naszpikowane są zaawansowaną technologią i systemami zabezpieczeń. Jak więc doszło do tego, że warte ponad 3 miliony euro Bugatti Chiron po prostu wyjechało z terenu czołowej firmy motoryzacyjnej w Europie?
Odpowiedź okazuje się zaskakująco prosta i… ludzka. W kampusie Bugatti Rimac pod Zagrzebiem pojazdy testowe oraz prywatne auta szefa często krążą między pracownikami, którzy używają ich do badań lub jazd sprawdzających. Kluczyki bywają więc pozostawiane w pojazdach.
Sytuację wykorzystał niespodziewany gość – mężczyzna, który pojawił się w siedzibie firmy, szukając zatrudnienia. Gdy zauważył włączone lub otwarte Bugatti z kluczykami w środku, po prostu wsiadł do 1500-konnej bestii i wyjechał przez bramę. Gdy koledzy z zespołu poinformowali Mate Rimaca, że jego Chiron właśnie odjechał, początkowo myślał, że to jeden z inżynierów. Szybko okazało się jednak, że nikt z personelu nie autoryzował tego wyjazdu.
Pościg XXI wieku: Mate Rimac w Porsche 911 i cyfrowa telemetria w służbie policji
Gdy stało się jasne, że doszło do kradzieży, reakcja była natychmiastowa. Mate Rimac wsiadł w swoje prywatne Porsche 911 i ruszył w pościg. Kluczowym elementem całej akcji okazały się jednak cyfrowe możliwości Bugatti.
Inżynierowie z grupy Rimac połączyli się bezpośrednio z pokładową telemetrią Chirona. W czasie rzeczywistym widzieli na ekranach nie tylko dokładną pozycję GPS pojazdu, ale także jego prędkość, obroty silnika czy poziom paliwa. Informacje te trafiały na specjalnie utworzony czat grupowy, z którego korzystały służby ratunkowe i policja.
Złodziej kierował się na północ, przekraczając granicę ze Słowenią, a następnie wjeżdżając do Austrii. Mimo że miał nad pościgiem około godziny przewagi, telemetria precyzyjnie wskazała miejsce, w którym się zatrzymał – stację benzynową w Austrii, gdzie postanowił dolać paliwa (za które zresztą również nie zapłacił). Wkrótce potem austriacka policja sprawnie go przechwyciła i aresztowała.
„Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało. Policja, a zwłaszcza austriackie służby, wykonała genialną robotę” – komentował później Mate Rimac na swoich nagraniach w mediach społecznościowych.
Niewielkie uszkodzenia i poważne konsekwencje 30-kilkuletniego złodzieja
Podczas ucieczki i parkowania zderzak unikalnego Hypercara uległ lekkiemu uszkodzeniu. Sam Rimac podszedł jednak do sprawy z niesamowitym dystansem i poczuciem humoru:
„Auto jest trochę uszkodzone z przodu, ale to bez znaczenia, po prostu je naprawimy. Najważniejsze, że żyjemy i mamy kolejną zwariowaną historię do opowiadania.”
Młody miliarder i wizjoner motoryzacji poprosił służby o możliwość osobistego spotkania i rozmowy z niedoszłym pracownikiem oraz niedoszłym złodziejem. Sprawca wytłumaczył, że kierował się w stronę Niemiec. Mate Rimac przyznał, że zrobiło mu się żal mężczyzny i zdecydował, że nie będzie wnosił przeciwko niemu prywatnego oskarżenia, choć sprawca i tak musi liczyć się z konsekwencjami prawnymi ze strony chorwackich i austriackich organów ścigania. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę wartość skradzionego samochodu.
Lekcja na przyszłość: „Kluczyki nie będą już leżeć na wierzchu”
Całe zdarzenie, mimo że brzmi jak kadr z filmu z serii Szybcy i Wściekli, zakończyło się szczęśliwie. Dziś Mate Rimac śmieje się z całej sytuacji, ale wyciągnął też bardzo praktyczny wniosek na przyszłość. Jak sam podsumował na nagraniu, zasady bezpieczeństwa w kampusie ulegną natychmiastowej zmianie:
„Jedna rzecz jest pewna – nie będziemy już zostawiać kluczyków w samochodach na terenie fabryki, więc lepiej nie próbujcie więcej swojego szczęścia!”




