Można skorzystać z dopłąty na zakup elektrycznej ciężarówki lub ładowarki (fot. iStock)

Państwo dorzuca kolejne 3,2 miliarda złotych dopłaty na elektryki. Znaczenie ma ich gabaryt

Podczas gdy dopłaty do prywatnych aut elektrycznych wygasają lub wyczerpują budżety, polski rząd postanowił wpompować w elektromobilność ogromną kwotę 3,2 miliarda złotych. Plan brzmi ambitnie, ale ma bardzo wąskie grono odbiorców: pieniądze popłyną nie do kierowców osobówek, lecz do flot ciężarowych i operatorów punktów ładowania. Czy dotowanie gigantów transportu ma sens, gdy rynek aut dostawczych i ciężarowych opiera się na prostym rachunku ekonomicznym? Wbrew pozorom, jest w tym wszystkim logika.

Nowy zastrzyk gotówki: 2 mld zł dopłaty na TIR-y i 1,2 mld zł na ładowarki

Z opublikowanych przez Kancelarię Premiera oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) informacji wynika, że nowy program wsparcia skrojony jest pod biznes. Dwu-miliardowa pula ma pomóc firmom transportowym w zakupie i leasingu ciężkich pojazdów zeroemisyjnych (kategorie N2 i N3).

Pozostałe 1,2 miliarda złotych ma trafić na rozwój infrastruktury – w tym ultra-szybkich stacji ładowania dedykowanych pojazdom ciężarowym (takich jak ładowarki w standardzie MCS o mocach sięgających 1,5 MW).

Jak wyceniono wsparcie dla firm?

  • Do 750 tys. zł – maksymalna kwota dofinansowania na jeden elektryczny samochód ciężarowy (kategoria N3).
  • Do 400 tys. zł – wsparcie dla mniejszych aut dostawczych/ciężarowych (kategoria N2).
  • 30% – 60% kosztów – poziom dofinansowania zakupu lub opłaty wstępnej w leasingu, uzależniony od wielkości przedsiębiorstwa (najwięcej zyskają mikro- i małe firmy):
    • do 30% w przypadku dużego przedsiębiorstwa,
    • do 50% w przypadku średniego przedsiębiorstwa,
    • do 60% w przypadku mikroprzedsiębiorstwa i małego przedsiębiorstwa

Pierwsze umowy podpisane, ale entuzjazm bywa umiarkowany

Mimo że nabór wniosków ruszył w maju 2025 roku, na podpisanie pierwszej umowy trzeba było czekać do września 2026 roku (została ona sfinalizowana podczas Kongresu Nowej Mobilności). Za wsparcie w wysokości 377 tys. zł zakupiono pojazd ciężarowy wyceniony na 1,3 mln zł. Aby otrzymać pełne środki, przedsiębiorca zobowiązał się do eksploatacji ciężarówki z zasięgiem ok. 500 km przez minimum 5 lat.

Długi czas od uruchomienia naboru do wypłaty pierwszych środków pokazuje, że biurokracja oraz wysoki koszt progu wejścia skutecznie hamują tempo zmian. Transport ciężki opiera się na twardej logistyce: dopóki na trasach tranzytowych nie pojawią się ogólnodostępne, nieawaryjne i ultra-szybkie stacje ładowania, przewoźnicy z rezerwą podchodzą do elektrycznych flot.

Dlaczego znowu pojawiły się dopłaty na zielony transport z budżetu?

Wielu ekspertów i obserwatorów rynku podnosi pytanie o celowość pompujacych miliardy programów w momencie, gdy ceny osobowych aut elektrycznych na rynku powoli się stabilizują, a technologia dojrzewa. Z drugiej strony branża ciężarowa zmaga się z rygorystycznymi unijnymi wymogami redukcji emisji CO₂. Bez finansowego stymulanta polscy przewoźnicy mogliby stracić konkurencyjność na europejskich trasach.

Czy 3,2 miliarda złotych wystarczy, by przekonać transportowy kręgosłup polskiej gospodarki do prądu, czy okaże się jedynie kosztownym eksperymentem? Czas na składanie wniosków firmy mają do 30 czerwca 2029 roku – do tego czasu dowiemy się, czy polskie TIR-y na dobre zjadą do ładowarek.

  • Elektryczne ciężarówki i ładowarki obejmuje nowa dopłata od rządu (fot. iStock)

    Elektryczne ciężarówki i ładowarki obejmuje nowa dopłata od rządu (fot. iStock)