Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

Dlaczego Lexus wygrywa w rankingach niezawodności? Odpowiedź znalazłem w… Japonii

Gdy w większości współczesnych aut po pokonaniu 200 tysięcy kilometrów kierowcy zaczynają drżeć na myśl o kolejnym przeglądzie, pewien polski przedsiębiorca wsiada do swojego Lexusa ES i po prostu jedzie dalej. Licznik jego samochodu wskazuje już ponad pół miliona kilometrów, a auto zachowuje się tak, jakby dopiero co opuściło salon. To nie legenda z lat 90., lecz współczesna historia. Skąd bierze się fenomenalna trwałość japońskiej marki premium i dlaczego od lat dominuje ona w niezależnych rankingach bezawaryjności? Odpowiedzi trzeba szukać w feudalnych tradycjach, fabrykach na wyspie Kiusiu i… absolutnym braku zgody na eksperymentowanie na klientach.

Materiał powstał we współpracy z Toyota Motor Poland.

519 tysięcy kilometrów i brak chęci na emeryturę

Kiedy w sieci pojawiły się zdjęcia i historia polskiego Lexusa ES, który na seryjnych podzespołach pokonał 519 000 kilometrów, w komentarzach wybuchła gorąca dyskusja. Dla wielu miłośników motoryzacji pół miliona kilometrów we współczesnej biznesowej limuzynie brzmi jak odległa bajka z czasów niezniszczalnych wolnossących diesli. A jednak mówimy o luksusowym, naładowanym elektroniką aucie hybrydowym z ostatnich lat.

Co najciekawsze – ta konkretna historia to nie pojedyncza „szczęśliwa gwiazda”, lecz po prostu najbardziej wyrazisty dowód na coś, co kierowcy na całym świecie wiedzą od dawna. Lexus nie buduje samochodów na cykl życia floty leasingowej. Lexus buduje samochody tak, by służyły przez dekady.

Test: Nowy i poprzedni Lexus ES to dwa całkiem różne samochody. Porównałem je by zobaczyć, który jest dla kogo

Nowy Lexus ES wchodzi na polski rynek jako rewolucyjna, większa od rywali o pół rozmiaru limuzyna z napędami hybrydowymi i elektrycznymi. Dobrze znany poprzednik jeszcze jednak nie schodzi ze sceny…

Japoński rodowód. Dlaczego „Made in Japan” wciąż robi różnicę?

W dobie globalizacji i przenoszenia fabryk tam, gdzie taniej, Lexus zachowuje ortodoksyjne wręcz podejście do swoich korzeni. Każdy egzemplarz trafiający na polski rynek powstaje wyłącznie w Japonii – w legendarnych zakładach Iwate, Kiusiu, Motomachi czy Tahara. Podczas gdy konkurencja z segmentu premium rozsiewa montownie po całym świecie, Japończycy trzymają rękę na pulsie u siebie w domu.

I to nie byle jak. Nad każdym etapem produkcji czuwają mistrzowie Takumi. W japońskiej kulturze to rzemieślnicy najwyższej próby, którzy poświęcili minimum ćwierć wieku, aby do perfekcji dopracować jeden konkretny fach – od wyczuwania mikroskopijnych nierówności na lakierze dłonią (w specjalnej rękawiczce), po wygłuszenie kabiny na poziomie studyjnym.

Efekt? Oficjalne potwierdzenia przychodzą z najsurowszych instytutów badawczych. W tegorocznym zestawieniu J.D. Power Plant Quality Award, zakład TMK 1 (Toyota Motor Kyushu) w prefekturze Fukuoka – skąd pochodzą m.in. popularne w Polsce modele NX oraz UX – zdobył prestiżową, najwyższą nagrodę Platinum Plant Quality Award.

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

Sztuka Omotenashi, Kaizen i cztery tysiące punktów kontroli

Filozofia marki opiera się na trzech filarach, o których w Europie rzadko mówi się wprost, a które definiują każde wkręcone w fabryce łożysko:

  1. Takumi – wspomniana bezkompromisowa precyzja rzemiosła.
  2. Kaizen – ciągłe, ewolucyjne doskonalenie. W przeciwieństwie do marek wypuszczających na rynek niedopracowane oprogramowanie czy niesprawdzone silniki z myślą, że „poprawi się aktualizacją OTA”, Lexus testuje innowacje wyłącznie w działach R&D. Klient nie jest królikiem doświadczalnym.
  3. Omotenashi – tradycyjna japońska gościnność, która sprawia, że kierowca ma czuć się w aucie i w salonie jak gość w prywatnym domu.

Gdy przyjrzymy się procesowi kontroli jakości, zaczynamy rozumieć, dlaczego te auta po prostu się nie psują. Zanim jakikolwiek Lexus wyjedzie z fabryki, przechodzi morderczy sprawdzian. Sam lakier badany jest aż w 4 000 punktów na karoserii. W każdej fabryce obowiązuje ponad 26 000 zadań wymagających specjalistycznej certyfikacji, a technicy co cztery miesiące muszą zdawać ponowne egzaminy państwowe i zakładowe, by utrzymać swoje stanowiska na linii montażowej.

Co na to niezależne rankingi? Wyniki mówią same za siebie

Deklaracje producenta to jedno, ale prawdziwym testem są niezależne badania konsumenckie i ankiety wśród setek tysięcy właścicieli. Tam Lexus od lat nie daje szans konkurencji:

  • Consumer Reports (USA): Lexus regularnie zajmuje 1. miejsce w zestawieniach niezawodności, zdobywając rekordowe 79 punktów na 100 w chłodnej, pozbawionej emocji ocenie amerykańskich ekspertów.
  • What Car? Reliability Survey (Wielka Brytania): W gigantycznym badaniu brytyjskich kierowców Lexus osiągnął wynik 98,7% – zmiatając z planszy ponad 30 innych producentów.
  • Altroconsumo (Włochy): Włoska organizacja konsumencka przyznała marce 98 punktów na 100, robiąc z Lexusa jedyną markę premium w ścisłej czołowej dziesiątce najbardziej bezawaryjnych aut na rynku.
  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

1 milion kilometrów gwarancji? To nie pomyłka

Legendarna trwałość hybryd Lexusa to nie tylko spokój ducha, ale też bardzo konkretne przeliczniki finansowe. Standardowo marka oferuje 3 lata (lub 100 tys. km) gwarancji podstawowej oraz 5 lat na podzespoły napędu hybrydowego.

Jednak prawdziwym ewenementem na rynku jest program Battery Care, który pozwala objąć akumulator trakcyjny ochroną aż do 10 lat lub… 1 miliona kilometrów (wymagany jest jedynie coroczny przegląd lub co 15 tys. km). Co więcej, dzięki programowi Lexus Relax, po zakończeniu gwarancji fabrycznej producenci przedłużają ochronę na cały samochód aż do 10 lat lub 185 tys. km.

Żaden producent, który nie byłby w 100% pewny swojej inżynierii, nie zaoferowałby gwarancji na milion kilometrów na kluczowy element napędu.

Rynek wtórny potwierdza: Polacy chcą używanych hybryd z pewnego źródła

Pancerne wykonanie i opinia aut nie do zajechania mają swoje bezpośrednie odzwierciedlenie na rynku wtórnym. Przeświadczenie, że używany Lexus z przebiegiem 150 czy 200 tysięcy kilometrów jest wciąż w połowie swojego życia, napędza program Lexus Select (certyfikowane auta używane premium).

W samym pierwszym półroczu 2026 roku w ramach tego programu Polacy kupili aż 2 735 samochodów – co oznacza potężny wzrost o 29% rok do roku. Kierowcy po prostu wiedzą, że wybierając używaną hybrydę tej marki, kupują spokój, który u konkurencji często kończy się wraz z wygaśnięciem fabrycznego leasingu.

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

  • Lexus ES (2026) (fot. Lexus)

    Lexus ES (2026) (fot. Lexus)